Obrazy z dzieciństwa

„Miasto było ukochane i szczęśliwe, zawsze w czerwcowych piwoniach i późnych bzach, pnące się barokowymi wieżami ku niebu” – tak swoje rodzinne Wilno wspomina Czesław Miłosz.

Nie, to niewiarygodne – powtarzałam, kiedy szłam aleją Giedymina w Wilnie. Przecież byłam tu zaledwie cztery lata temu. Niemożliwe, żeby w tak krótkim czasie miasto aż tak się zmieniło: nowe bruki, chodniki, odrestaurowane kamienice.

Kiedy mówiłam przyjaciołom, że jadę na kilka dni powłóczyć się po Wilnie, wspominali swoich bliskich, którzy stamtąd pochodzą albo spędzili tam część swojego życia.

Nikodem Szczygłowski, młody przewodnik po litewskiej stolicy, który przywitał mnie na lotnisku, postanowił osiedlić się tu dawno temu. Najpierw przez dziesięć lat przyjeżdżał do Wilna, aż któregoś razu został na dobre.

Jadąc z lotniska dostrzegam pomnik Adama Mickiewicza. To w tym miejscu w 1987 roku odbywały się pierwsze demonstracje przeciwko reżimowi komunistycznemu. Spoglądam na plan Wilna. Ulice Mickiewicza, Kościuszki, Moniuszki, Jasińskiego, Konarskiego. Wszystko wydaje się takie bliskie.

Z Nikodemem umówiłam się następnego dnia na Zarzeczu (Užupis) w restauracji Tores, z której tarasu rozciąga się piękny widok na wieże kościołów św. Anny i Bernardynów oraz wieżę Giedymina i dzwonnicę katedry.

W dole płynie Wilenka, odnoga Wilii. Stąd widać jak bardzo zielonym miastem jest Wilno. Na tarasie rozgrzewamy się kieliszkiem litewskiego 50-procentowego miodu Suktinis. Pachnie jak ziołowy syrop, ale ma wielu amatorów.

Wileński Montmartre. Dzielnica Užupis czyli Zarzecze, to nietypowa część Wilna. Od Starego Miasta oddziela ją Wilenka. W średniowieczu mieszkali tu rzemieślnicy, przede wszystkim tkacze. W czasach sowieckich Zarzecze upodobali sobie artyści.

W latach 90. stolica Litwy zaczęła zmieniać swoje oblicze, głównie dzięki przedsiębiorczości ówczesnego mera miasta Arturasa Zuokasa.

Organizuje się tu wiele festiwali i happeningów. W 1997 roku mieszkańcy wileńskiego Montmartre’u proklamowali autonomiczną Republikę Zarzecza.

Uchwalili również własną awangardową Konstytucję, na mocy której „Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka; człowiek ma prawo do lenistwa; ma prawo kochać kota i opiekować się nim, ale kot nie ma obowiązku kochać swego pana, choć powinien pomagać mu w trudnych chwilach”.

W prima aprilis mieszkańcy świętują Dzień Niepodległości, a w dzielnicy odbywa się wielka parada. Przekraczając rzekę pierwszego kwietnia, trzeba okazać paszport, a „straż graniczna” stawia stempel z napisem „Užupis”.

Mieszkańcy wywieszają wtedy na domach szyldy i transparenty reklamujące fikcyjne firmy, banki czy kancelarie adwokackie. Przebierają się za lekarzy, bankowców, polityków i prawników.

Warto zajrzeć na ulicę Malunų (Młynową). „W tym Wilnie będziesz różą, w tym Wilnie matką z młodu... Ej, woźnico, zatrzymaj swe konie! Znam domek: drzwi w ulicę, a okna od ogrodu, a w ogrodzie rosną dwie jabłonie”. Tak opisywał szczęście w Wilnie Konstanty Ildefons Gałczyński, który mieszkał na Zarzeczu w latach 30. ubiegłego wieku.

Na cześć poety, na Młynowej, obok klasztoru Bernardynek Rzecznych, mieści się kawiarnia Zielona Gęś. Wstępujemy na gira, szklankę kwasu chlebowego. Jest pyszny i orzeźwiający. Ulicą Užupio (Zarzeczną) kierujemy się w stronę starówki, dalej Rusu, (Rosyjską) dochodzimy do malowniczego, wąskiego i krętego Literatų gatvė (Zaułka Literackiego).

W XIX w. znajdowało się tu wiele księgarni i antykwariatów. Żółta murowana brama to dom Piaseckich (Literacka 5). Pomieszkiwał w