Energia stolicy Widok na Plac Zamkowy (fot. Dreamstime.com)
Warszawa

Energia stolicy

10lipca2009

Można jej wiele zarzucić: że niezbyt urodziwa, że harda, że skupiona wyłącznie na sobie. Fakt, uroda Warszawy nie jest oczywista, trzeba się jej doszukiwać. Ale tajną bronią stolicy jest brak kompleksów i ciekawość świata.

Warszawa błyskawicznie wyłapuje nowe trendy  i przekłada je na swój język. Język najbardziej otwartego miasta w Polsce.

Kofeina na wynos
Siódma rano, poniedziałek, start. Poranek nie boli tylko dzięki zastrzykom kofeiny – rozpuszczonym w kartonowym kubku albo w porcelanowej filiżance. Kawiarnie w nowojorskim stylu są już w stolicy, podobnie jak w ojczyźnie Starbucksa, niemal na każdym skrzyżowaniu. Konkurencja jest coraz większa, jednak warszawscy kawosze są zgodni: od kilku lat stawce przewodzi sieć Green Coffee.

Bariści z Green Coffee to zawodowcy, którzy co i rusz zbierają laury w polskich i międzynarodowych konkursach. Sami palą zielone ziarna, a wszystkie kawowe napoje szykują na bazie podwójnego espresso z jednej z najlepszych mieszanek arabik w Europie. Dbają nie tylko o jakość samego kawowego naparu, ale i jego towarzystwo. Do naparstka smolistego ekstraktu, wykończonego orzechową pianką, podają szklankę wody, a każdą filiżankę latte ozdabiają rozetą albo... sercem, wymalowanym na grubej warstwie mlecznej pianki. Jak komuś się spieszy, może kawę dostać w papierowym kubku.

Najpopularniejszy oddział Green Coffee znajduje się na rogu Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej, obok wiecznie zapchanego ronda przed Rotundą. Wnętrze, jak pełne powietrza akwarium, wytłumia drżenie miasta. Stali goście schodzą się od 7.00 rano (codziennie jest tu Jerzy Pilch, który zamawia poczwórne espresso, wpada Tomasz Karolak z rodziną, aktorki z M jak Miłość), siadają na sofach  albo na stołkach przy szybie, z nosem w ulicy. Rozkładają gazety. I zamawiają  to co zwykle. Startuje dzień; warczy młynek, spocony ekspres wypluwa kolejne naparstki espresso, pachną wyciągnięte z piekarnika mufiny. Dziś w wersji tradycyjnej, z czekoladą, i ekscentrycznej: makowo-cytrynowe. Goście wykupują  je w kwadrans.

Info:
x Green Coffee ma w Warszawie 6 oddziałów: między innymi na Marszałkowskiej 86/92, na Brackiej 16, na Pięknej 18 i na 1. poziomie centrum handlowego  Złote Tarasy.
Konkurencja:
x Karma Coffee (Plac Zbawiciela 3/5, www.coffeekarma.pl) była jedną z pierwszych prywatnych kawiarni w stolicy. Faworyzowana przez warszawskich pięknoduchów Karma wciąż trzyma poziom, a ostatnio otworzyła filię w Berlinie. Można w niej też kupić palone na miejscu oryginalne kawy: z Etiopii, Gwatemali i Kolumbii.

Jednym z najmłodszych adresów na kawowej mapie stolicy są Szczotki i Pędzle (ul. Tamka 45, www.szczotkipedzle.pl) nowe wcielenie zakładu szczotkarskiego na warszawskim Powiślu. Właścicielki Szczotek są aktywne nie tylko za barem, ale i w blogosferze – życie kawiarni można oglądać na www.szczotkipedzle.blox.pl.

Z kawowych sieci liczą się jeszcze Mercer’s i Daily Coffee. O Coffee Heaven (www.coffeeheaven.pl) mówi się, że jest najbliższa idei wylansowanej przez amerykańskiego Starbucksa, kofeinowego McDonalda, który narodził się w akademickim Seattle.

Mój sąsiad, dom kultury
W Warszawie powstaje coraz więcej miejsc, w których spotykają się ludzie mający podobny pomysł na życie, którzy chcą wspólnie zmieniać rzeczywistość. „Wszelką rewolucję artystyczną wywołują kawiarnie” – powiedział kiedyś Tadeusz Kantor. Gdy 3 lata temu Malina Baranowska i Grzegorz Lewandowski wprowadzili się do opuszczonej piekarni przy jednej z najważniejszych ulic warszawskiej Woli, zaczęli od wymalowania tego motta na czerwonej ścianie, nad zaśniedziałym lustrem. Przed lustrem, na barze, postawili ekspres. I postanowili – z pomocą kawy – aktywizować. Kogo? Najpierw sąsiadów z Woli, potem warszawiaków, w dalszej perspektywie nas wszystkich – Polaków.

Zaczęli od studenckich imprez, zaprzyjaźnili się też z dzielnicą i wolskimi aktywistami. Po trzech latach wyrobili sobie markę i przyciągnęli do swojej klubokawiarni śmietankę warszawskich społeczników. Chłodna 25 działa dziś jak katalizator, laboratorium idei – pomysły, które rodzą się przy kawie, nie rozpraszają się, ale znajdują tu przyjazne środowisko do rozwoju. To tu narodził się pomysł akcji obywatelskiej Wybieram.pl, która przyczyniła się do tego, że w ostatnich wyborach do urn poszło tak wielu dwudziestolatków. A oprócz tego odbywają się koncerty, wystawy, warsztaty, targi wymienne ciuchów i dziesiątki innych imprez. Dla każdego. Kalendarz jest szczelnie zapełniony. Niezależnie jednak  od wewnętrznej sytuacji wciąż można się tu napić pysznej kawy.

Info: Klubokawiarnia Chłodna 25, Chłodna 25, tel. 0 22 620 24 13, www.chlodna25.blog.pl

Konkurencja (POZYTYWNA):
Hiperaktywna Kalimba na Żoliborzu (Mierosławskiego 19, tel. 0 22 839 75 60, www.kalimba.pl) urodziła się z potrzeby. Kiedy Natka Luniak, mama Helenki, nie mogła znaleźć odpowiednich zabawek dla córki, zaczęła je robić sama. Po kolei wymyślała: kartonowe pajacyki, wańki-wstańki, domino do nauki angielskiego. Kolejne pomysły zyskiwały aprobatę Heli, więc Natka postanowiła je udostępnić też innym dzieciom – w Kalimbie właśnie. Ponieważ Natce zależało nie tylko  na sprzedaży zabawek, ale też pewnego stylu życia (który można by scharakteryzować trzema słowami: równość, życzliwość i aktywność), do Kalimby z czasem przykleiła się kawiarnia Kofifi, w której można się napić kawy, zjeść kawałek ociekającej miodem baklavy, obejrzeć rodzinną wystawę (w styczniu prace Natki i Heli), kreskówkę, albo posłuchać czytanej na głos bajki. Kolorowa strefa VIP na pięterku jest zarezerwowana wyłącznie dla dzieci; dorośli nie mają tam wstępu.

Rola butiko-kawiarni Mufka (Solec 101, tel. 0 22 622 29 61, mufka.blox.pl) polega nie na kreacji, ale selekcji: ubrań, butów i oryginalnych akcesoriów, przyjaznych kobietom, także tym z małymi dziećmi i w ciąży.

Dziewczyny z Mufki sprowadziły do Polski lekko ekstrawaganckie (ale wygodne) buty firmy Vialis i modne w Paryżu przytulanki Alelale, namówiły też Natalię Jaroszewską do zaprojektowania linii wieczorowych sukienek ciążowych. Mufka to jednak nie tylko butik z wyszukanymi ciuchami, ale też księgarnia, kawiarnia i dom kultury. Można tu kupić książki niszowych wydawnictw dziecięcych, oddać w komis ubranka i zabawki oraz wziąć udział w warsztatach Klubu Mam,  na których mamy spotykają się z psychologami, a dzieci oddają się radosnej  twórczości na temat i bez tematu. Zainteresowanie jest ogromne, trzeba się  zapisywać z wyprzedzeniem.  

Smak w centrum zainteresowania
Stolica zna już wszystkie smaki świata. Warszawiacy przechodzili opętanie kuchnią włoską i chłopską, tajską i carską. Teraz, gdy języki wszystko przetestowały, a gusta się wysublimowały, liczy się nie egzotyka potrawy, nie moda na knajpę, ale to, czy jedzenie jest naprawdę dobre. A także sposób przyrządzenia, troskliwość podania, magiczne, wręcz teatralne rytuały gastronomiczne, dzięki którym zwykły kotlet zmienia się w dzieło sztuki.

Tak jest właśnie U Kucharzy, w jadłodajni urządzonej w dawnej służbowej kuchni Hotelu Europejskiego. Można się tu poczuć jak dziecko przemycone przez wujka na zaplecze luksusowej hotelowej restauracji. Zarumieniony od gorąca wujek-kucharz uwija się, nakłada dziecku co lepsze kąski na talerz, wyskrobuje  z garnka, podjeżdża z wózkiem słodyczy i puszcza oko: No bierz, bierz na zapas. Albo poczekaj jeszcze pół godzinki, o 16.00 wyciągam z pieca szynkę, odkroję ci plasterek.

Jedynym słabym punktem kulinarnych spektakli "U Kucharzy" jest ich cena. Oszczędni smakosze mogą więc zajrzeć do działającego po sąsiedzku bistro, gdzie 24 godziny na dobę na stojaka można konsumować garmażeryjne pyszności  na zimno – najlepszego siekanego tatara  w mieście, pasztet z dziczyzny i zimne nóżki – i popijać to zmrożoną wódką  albo winem.

Podobną troskę o jakość jedzenia  i obsługi widać w maleńkiej knajpce na warszawskim Mokotowie. Właściciele "Esencji Smaku", Joanna Pawełczak i Piotr Czerny, zaryzykowali i otworzyli miejsce wyraźnie odróżniające się od typowych jadłodajni warszawskich, serwujących bezpieczne makarony i zupy.

Esencja skupia się na smaku. Minimalistyczna karta jest jak ustalony przez dyktatora jadłospis (po dwie propozycje przystawek i zup, trzy dania główne, dwa desery), zmienia się co miesiąc i ewoluuje z naturalnym rytmem pór roku; w maju jest czas na szparagi, we wrześniu na borowiki. Szef kuchni, Wojtek Strus, eksperymentuje ze smakami: letni chłodnik przyrządza na bazie jabłka i rabarbaru, a sałatkę z pieczonej papryki okra sza nie grecką fetą, a polskim serem korycińskim.

Esencja jest kameralna, do dyspozycji gości jest jedna, maksymalnie dwie kelnerki, a właściwie gospodynie: Natalia i Michalina, specjalistki od stwarzania domowej atmosfery.

Wino jest dla warszawiaków coraz ważniejszym towarzyszem dobrego jedzenia. W stolicy jest też coraz więcej miejsc,  w których można nie tylko kupić dobre trunki, ale przed zakupem odkorkować wybraną butelkę, ocenić barwę winnej sukienki, zapach i smak. Całą operację przełamać jakimś drobiazgiem: rulonikiem suszonej szynki, skrawkiem parmezanu.

Winna wizyta u Roberta Mielżyńskiego, kanadyjskiego enologa i plantatora, który w skrzydle dawnej Fabryki Koronek na Burakowskiej urządził skład win połączony z nowoczesnym bistro, może się przemienić w misterium. Wiosną i latem o zmierzchu, gdy jest jeszcze na tyle ciepło, że można siedzieć na zewnątrz, między beczkami i w przerwach między degustowaniem kolejnych butelek próbować swoich sił na batucie (ważne, by z wyczuciem), łatwo się zapomnieć. I uwierzyć, że jest się w jakimś modelowym mieście, w odległej galaktyce.

Info:
x U Kucharzy, Ossolińskich 7  (budynek Hotelu Europejskiego),  tel. 0 22 826 79 36, www.gessler.pl;
x Esencja smaku, Odolańska 10,  tel. (0 22) 845 09 44,  www.esencjasmaku.pl; Mielżyński Wines & Spirits, Burakowska 5/7,  tel. 0 22 636 87 09, www.mielzynski.pl

Konkurencja:
Koneserzy win powinni zajrzeć do maleńkiej winiarni na ul. Wilczej 22, kryjącej się w suterenie, za drzwiami z różowym szyldem „Wina naturalne”. Philippe de Givenchy, paryski restaurator i znawca win, otworzył tu sklepik  z francuskimi winami organicznymi, produkowanymi przez niewielkie, rodzinne vignobles – głównie z regionu Corbiēres oraz Anjou. Ich winorośle  nie mają styczności z nawozami sztucznymi, uprawa jest podporządkowana naturalnemu cyklowi. Oferta Philippe’a jest wyselekcjonowana i składa się z kilkunastu ciekawych win; każdą z butelek można przed zakupem przetestować.

Drugie życie fabryki
Rewitalizacja to ostatnio modne określenie, a oznacza architektoniczną reinkarnację. Warszawa rewitalizuje się coraz prężniej, zwłaszcza na Pradze, gdzie developerzy szukający atrakcyjnych terenów pod zabudowę doceniają potencjał opuszczonych fabryk. Takich jak Polskie Zakłady Optyczne na Grochowskiej. Hale dawnej fabryki mikroskopów zostaną przerobione na luksusowe lofty, wysokie na minimum 3 i pół metra, wyposażone w tarasy na dachu i ogrody zimowe. Oryginalne fabryczne elementy – takie jak masywne ebonitowe rozdzielniki czy pancerne drzwi – będą wkomponowane między nowoczesną instalację, niczym industrialna biżuteria.

Rewitalizacja jest sztuką. Developerzy powinni się jej uczyć od Wojciecha Trzcińskiego. Jego Fabryka Trzciny na warszawskich Szmulkach nie ma w Polsce konkurentki. I równa  do najlepszych na świecie – czego dowodem umieszczenie jej w gronie 100 najciekawszych adaptacji obiektów przemysłowych na świecie.

Kiedyś produkowano w niej dżemy, peklowane szynki  i trampki PPG, czyli pepegi – dziś wytwarza się kulturę. I to wyrafinowaną. Występowali tu John Cale, Macy Gray, co jakiś czas pojawia się Tomasz Stańko i Leszek Możdżer, odbywają się festiwale muzyki kameralnej Kwartesencja, koncerty undergroundowego WUJka, Warszawskiej Jesieni i Warsaw Summer Jazz Days. Na terytorium Fabryki Trzciny znalazło się też miejsce dla Teatru Nowego, który regularnie serwuje widzom nowości. W drewnianym domku dawnej szwalni, przypominającym uzdrowiskowy pensjonat, działa zaś restauracja.

Skala przedsięwzięcia onieśmiela; a na początku mało kto wierzył, że pomysł Trzcińskiego wypali. Elitarny dom kultury na zapuszczonej, mrocznej Pradze? Bez gładzi na ścianach, bez podwieszanych sufitów, za to z bebechami na wierzchu? A Trzciński pod warstwami olejnych farb i brudu zobaczył potencjał. Potencjał odsłaniał piaskarką („Najlepiej wydane 10 tysięcy w moim życiu” – mówi), która jak burza piaskowa o ciśnieniu 16 atmosfer zdarła ze ścian wszystkie poprzednie wcielenia fabryki, do żywej cegły. Pięknej. Tablice z bezpiecznikami zostały wyeksponowane jak industrialne płaskorzeźby, haki na mięso przeistoczyły się w wieszaki na płaszcze, rura, którą płynął strumień wody do rozdrabniania mięsa, zamieniła się w bar. Śmierdząca fabryczka na dzikich, budzących dreszcze Szmulkach zamieniła się w obiekt, którego nie  powstydziłaby się żadna zachodnioeuropejska metropolia.

Info:
x Centrum artystyczne Fabryka Trzciny, ul. Otwocka 14,  tel. 0 22 619 05 13, www.fabrykatrzciny.pl

Konkurencja:
Przebudowie poddawane się też obiekty militarne. Letni ogródek Forteca (ul. Zakroczymska 12, tel. 0 22 826 01 09, www.kregliccy.pl), należący do kulinarnego imperium rodzeństwa Kręglickich, funkcjonuje sezonowo w Forcie Legionów obok cytadeli. Daleko od centrum, przy Racławickiej 99, między osiedlem willi a ogrodzonym kawałkiem miasta,  za szlabanem obsługiwanym przez pana w kufajce, w fortach będących kiedyś częścią warszawskiego pasa umocnień wojskowych, ulokowały się mocno imprezowe lokale: Balsam (www.balsam.net.pl) oraz Pruderia (www.pruderia.pl). Ceglana Fabryka Koronek przy Burakowskiej 5/7 zamieniła się w prężne i modne centrum handlowo-usługowe dla warszawskiej bohemy. Z kolei w podwarszawskim Konstancinie, przy młynie wodnym, stoi Stara Papiernia, (Al. Wojska Polskiego 3, tel. 0 22 702 87 00, www.starapapiernia.pl), do której wnętrz wprowadziły się restauracje i winiarnia. 

Eko znaczy piękne
W stolicy pojawiło się sporo miejsc, promujących ideę Fair Trade, czyli Sprawiedliwego Handlu. Przytulna kawiarnia Filtry Cafe na warszawskiej Ochocie serwuje herbatę zbieraną przez spółdzielnię kobiet  z Burkina Faso i rozgrzewającą czekoladę z chili. W delikatesach Bomi i Kuchnie Świata można kupić cukier trzcinowy, cynamon i hibiskus, a pierwszy polski oddział sieci Body Shop w Złotych Tarasach sprzedaje kosmetyki na bazie naturalnych składników z plantacji zarządzanych przez lokalne (często kobiece) wspólnoty. Klient, który decyduje się na produkty z logo FT, może mieć  pewność, że lwia część z wydanych przez niego pieniędzy trafi do kieszeni lokalnych wytwórców, a nie międzynarodowych koncernów i agencji reklamowych.

Konsumpcja niekiedy ma wymiar polityczny. W założonym przez dwie przyjaciółki-podróżniczki butiku Rajana (nazwanym tak od khmerskiego wyrażenia oznaczającego wzór) można się zaopatrzyć w biżuterię wycinaną  z metali używanych do produkcji min przeciwpiechotnych, którymi wciąż jest naszpikowane terytorium Kambodży, i jedwabie, tkane ręcznie przez khmerskie kobiety, pracujące w spółdzielniach zakładanych z pomocą organizacji pozarządowych. Kupując haftowane portfele oraz pantofle w sklepach Mellina  na ul. Brackiej i Króżańskiej, wspiera się szyjące je kobiety, które mieszkają  w chińskich wioskach.

Polskim wynalazkiem jest solidarna ekonomia, patent siostry Małgorzaty Chmielewskiej. W założonej przez nią Spiżarni Prababuni na ulicy Nowogrodzkiej na półkach piętrzą się stosy słoiczków z jarzębinowymi konfiturami, powidłami śliwkowymi i ogórkami  w musztardzie, a z szuflad wylewa się len, koronki i patchworkowe sukienki na łóżka. Półki i szuflady też są na sprzedaż! Wszystko jest robione na małą skalę, ze świeżych i ekologicznych produktów, przez bezrobotnych z regionu świętokrzyskiego.

Czy lniana albo polipropylenowa torba może być najbardziej pożądanym gadżetem sezonu? Tak, ponieważ  jest manifestem modnego światopoglądu: jestem eko, więc jestem trendy.

Stolica dorobiła się luksusowej wersji ekotorby – zaprojektowanej przez Kamilę Kanclerz z Odzieżowego Pola. „Światoczuła” torba z lnu, z nadrukiem z ekologicznych farb, została ambasadorką kampanii społecznej pod hasłem „Bądź światłoczuły. Wyłączaj. Zakręcaj. Segreguj”. Z ambasadorką zaprzyjaźniły się polskie celebrytki, a moda na bycie czułym dla świata zaczęła się rozprzestrzeniać na wszystkie dziedziny życia. I konsumpcji.

Info:
x Pole Cafeteria i Store, Mokotowska 51/53, tel. 0 22 622 48 67.  W zeszłym roku butik przeszedł  kurację odmładzającą i podzielił się na dwie części: na dole można kupować, na górze odpoczywać po zakupach w przytulnej kawiarni.
x Filtry Cafe, Niemcewicza 3, tel. 0 798 409 356,  www.filtrycafe.blog.pl; Rajana, Burakowska 5/7,  tel. 0 22 887 10 46, www.rajana.pl;  użytkowa sztuka z Kambodży: jedwabie i plecione  meble z włókna hiacynta wodnego.
x Spiżarnia Prababuni, ul. Nowogrodzka 8,  tel. 0 22 622 19 59, www.chlebzycia.org.pl
Mellina, ul. Bracka 20, ul. Króżańska 6, www.mellina.pl,  tel. 0 22 826 57 20
O świadomej konsumpcji można poczytać na stronach  www.sprawiedliwyhandel.pl i www.efte.org

Pomysł delikates!
Najlepsze, najdroższe i najwytworniejsze – Warszawa,  jak każda bogata metropolia, łaknie luksusów. I je dostaje:  w miejscach, które są zaprojektowane tak, by uzasadniać wydawanie dużych pieniędzy. Należy do nich otwarty w zeszłym roku Likus Concept Store, sezam ze wspaniałościami: wypiekanym na miejscu pieczywem, pralinkami, pasztetami, konfiturami (genialna ze złocistych nitek skarmelizowanej cebuli). Prócz przysmaków made in Poland na półkach i w szklanych witrynach wyeksponowana jest silna reprezentacja włoskiego slow  foodu: czarne trufle, suszone szynki, sery przerośnięte pleśnią, serca karczochów.

Na delikatesach się nie kończy. Są też dwa butiki – jeden z ciuchami Diesla, drugi z kolekcjami Victor & Rolf, John Galliano, Dsquared2. A obok winiarnia i restauracja – jak architektoniczna tradycja rodziny Likusów nakazuje – zadaszona szkłem.

Miejsce zostało starannie wybrane. Łaźnia Pod Messalką, przepiękne wnętrze (a właściwie podziemie) w tylnej oficynie kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Powstała w 1911 roku  i do 1991 roku służyła spragnionym kolektywnych ablucji warszawiakom. Architekt, Leszek Likus, wyeksponował szlachetne piękno oryginalnych ceramicznych mozaik, wokół wyłożonego mozaiką Bisazzy basenu ustawił wieszaki z ciuchami Diesla, secesyjne kafle i witraże przełamał wstawkami z kamienia. To najbardziej oryginalny sklep tej marki na świecie.

Likus Concept Store został urządzony na modłę mediolańskiego Corso Como, jednego z pierwszych concept store’ów na świecie. Sklepu sprzedającego nie tylko towary, ale też pomysł na życie. Concept store musi mieć osobowość, ale zgodną z ofertą. Być jak szkatułka  z kosztownościami albo owinięty sznurkiem karton, wielokrotnie używany. Może starać się – jak Likus Concept Store – zakorzenić w tkance miasta, może też zachowywać się jak okienko popup w internecie – pojawiać się i znikać. Po tygodniu, miesiącu albo kilkunastu miesiącach klient przychodzi  pod znany adres i co? I nic. Zamknięte na głucho. Taką strategię stosują sklepy Guerilla Store, które jak konsumpcyjni partyzanci czają się pod nietypowymi adresami i wyłapują wtajemniczonych. Nie rozstawiają też żadnych drogowskazów, nie wieszają szyldów ani nie pucują fasad. Tylko dobrze poinformowani klienci mają szansę odnaleźć luksusowy sklep ulokowany w przęśle mostu czy w lokalu do niedawna należącym do warsztatu szklarskiego, z odziedziczonym po rzemieślniku szyldem.

Ostatnie wcielenie warszawskiego Guerilla Store zainstalowało się w warzywniaku przy Koszykowej. We wnętrzach oświetlonych jarzeniówkami, pomalowanych na chirurgiczną, łuszczącą się zieleń stanęła konstrukcja z meblościanek: mat i połysk. W szufladach, na półkach, na drutach: luksusowe ciuchy Comme des Garcons. Nie są to jednak rzeczy powszechnie uważane za piękne – wśród propozycji japońskiej projektantki Rei Kawakubo można znaleźć sukienkę z dziurami wygryzionymi przez myszy albo perfumy  o zapachu... asfaltu.

Idea sklepu z pomysłami jest w Warszawie realizowana również przez salony wnętrzarskie. Założony przez polsko-kanadyjskie małżeństwo Red Onion na Burakowskiej od 9 lat pracuje nad swoją osobowością i z orientalnej galerii (to właśnie tu narodziła się moda na kolonialne antyki z indonezyjskiego teaku) przekształcił się w nowoczesny sklep dla wszystkich, którzy chcą celebrować domowe życie. W kuchni, sypialni, jadalni czy łazience. Można tu kupić akcesoria kuchenne „domowej bogini”, czyli Nigelli Lawson, i kultowe miksery KitchenAid, biurowe gadżety Bisley, oldskulowe radyjka Roberts Radio, lampy Angle Poise i meble Vitry. Przy okazji zaopatrzyć się w zagraniczne wydawnictwa wnętrzarskie, albumy Phaidon, notatniki Moleskine i płyty  z muzyką idealnie komponującą się  z nowoczesnymi mieszkaniami. Red Onion jest fuzją nowego ze starym, słodyczy z chłodem, przepychu z ascezą.  

Info:
x Likus Concept Store, Krakowskie Przedmieście 16/18, tel. (0 22) 492 74 09, www.likusconceptstore.pl;
x Guerilla Store, Koszykowa 1,  tel. 0 22 621 10 46,  wwwguerrilla store.com/plus4822/;
x Red Onion, ul. Burakowska 5/7, tel. 0 22 817 13 39, www.redonion.pl

Konkurencja:
Odpowiedzią na ekspansję zagranicznych domów mody są polscy projektanci. Na przykład Pola La Studio (Solec 85, tel. 0 22 622 89 00, www.polala.pl) to pierwsza w Warszawie pracownia unikatowych torebek, projektowanych przez Mariannę Tomaszko. Wymyślone i szyte przez nią torby to perfekcyjnie wykonane dzieła sztuki. Wiedzą o tym wierne klientki, wśród nich Małgorzata Kożuchowska i Joanna Brodzik.

Patrycja Sminow i Ewa Morka specjalizują się w oryginalnych dzianinach, ale projektują też suknie ślubne. W prowadzonym przez nie butiku na Chmielnej 10, www.smirnowmorka.pl, można się ubrać od stóp do głów, a przy okazji zaopatrzyć w biżuterię polskiego (warszawskiego!) pochodzenia: kolczykimatrioszki, korale, filcowe broszki.

Stolica nie ma najlepszej reputacji,  o nie. Jak typowa prymuska, drażni średniaków. Nieczuła i wiecznie  w biegu, budzi złość tych, którzy są pod prąd. Najważniejsze jednak jest to, że tak dotkliwie poturbowana przez historię, z zapałem się transformuje. Szukając własnej osobowości, podpatruje najlepszych i coraz mocniej błyszczy – i to bynajmniej nie odbitym światłem. Przemiana odbywa się  tu i teraz, na naszych oczach. Warszawa staje się zupełnie innym miastem – przyjaznym ludziom. Trzymamy za nią kciuki.

Sztuka wychodzi na ulice!
Warszawa jest prawdopodobnie światową rekordzistką, jeśli chodzi o liczbę pomników przypadających na tysiąc mieszkańców. Co kilka miesięcy pokazują się nowe; większość z nich nie zasługuje na pamięć (nawet w aparacie). Są jednak wyjątki: na przykład 3 różowe jelonki z plastiku, które stały na bulwarze obok Biblioteki Uniwersyteckiej. Miały czujnie wyciągnięte szyje i poroża jak się patrzy,  a do tego świeciły w nocy cukrowym światłem z głębi  plastikowych trzewi.

Jelonki były autorstwa dwóch młodych projektantek: Hani Kokczyńskiej i Luizy Marklowskiej. To jeden z projektów Fundacji Bęc Zmiana, która robi, co może, żeby oswoić smutno-brudno-socrealistyczno-blokową przestrzeń stolicy, dodać jej barw i lekkości. Pod Pałacem Kultury stoi zaprojektowana przez nich Ławka-Pętelka, a w stawach na Polach Mokotowskich kamienie do siedzenia.

Palma na Rondzie de Gaulle’a, „posadzona” przez artystkę Joannę Rajkowską, ma już 5 lat, zdążyła wrosnąć w śródmiejski pejzaż i – mamy nadzieję – zdobyć serca urzędników, co roku marszczących nosy, gdy przychodzi pora wymiany liści na palmowym kikucie.
W Warszawie sztuka wychodzi na ulicę, a elementy ulicy stają się dziełami sztuki. Tak jak warszawskie neony,  projektowane w latach 60. i 70. przez zdolnych plastyków, które współcześnie są obiektem zachwytu artystów  i kuratorów.

Info:
Winną pojawienia się większość niezwykłych obiektów w pejzażu miasta jest Fundacja Bęc Zmiana, ul. Radna 10, tel. 0 22 827 64 62, www.bec.art.pl. Bęc Zmiana powołała również do życia jeden z najciekawszych przewodników  po Warszawie – Notes.from.Warsaw – pęk alternatywnych kluczy do stolicy. Papierowy nakład już się rozszedł, w sieci można go znaleźć pod adresem www.notesfromwarsaw.blogspot.com

Kawa plus książka równa się ruch
Smakowita książka komponuje się  nie tylko z dobrą kawą, ale też ze szklanką kakako albo chrupiącym rogalikiem. Trzeba tylko uważać, żeby na kartkach nie zostały ślady. Tomasz Brzozowski, ojciec pierwszej warszawskiej księgarnio-kawiarni (Czuły Barbarzyńca na Powiślu), mówi, że takie wypadki zdarzają się sporadycznie. Czytelnicy-klienci Czułego Barbarzyńcy książki traktują z szacunkiem, niektórzy z nabożnością. Po przejrzeniu odkładają na miejsce, a często z napoczętą książką nie mogą się rozstać, więc kupują. Potem wracają, dzielą się wrażeniami z księgarzami, narzekają albo proszą o coś jeszcze. Jest ruch.

W Czułym Barbarzyńcy chodzi właśnie o ten ruch. Przy kasie, przy ekspresie z kawą, między regałami, między maciupkimi stoliczkami na antresoli i na huśtawce zawieszonej pod plakatem  z Bohumilem Hrabalem, patronem księgarnio-kawiarni. Właściciel ruch podsyca, organizując „Czułe Czytanki” dla dzieci (podczas których aktorki  i aktorzy czytają na głos dzieciom),  a dla dorosłych: spotkania z pisarzami, reżyserami i ilustratorami.

Czuły był pierwszą warszawską księgarnią, która zaproponowała swoim klientom kawę i kanapę. Ma już 5 lat, a z okazji jubileuszu dorobił się rodzeństwa. Młodsze rodzeństwo, Bambini di Praga, wyrosło na Pradze i zajęło niemal cały parter odbudowanego kina Nowa Praha. Na powierzchni siedmiokrotnie większej niż obecny metraż Czułego zmieściła się restauracja,  winiarnia i największa w Europie  Środkowej księgarnia z albumami.  Na specjalnie zaprojektowanych stolikach można swobodnie przeglądać nawet największe wydawnictwa. Ponad 1200 tytułów, od albumowej klasyki  po poszukiwane przez kolekcjonerów rarytasy.

Info:
x Czuły Barbarzyńca, Dobra 31  oraz Bambini di Praga, Jagiellońska 26,  tel. 0 22 826 32 94, www.czuly.pl

Konkurencja:
Maleńkie Numery Litery (ul. Wilcza 26, tel. 0 22 622 05 60, www.numerylitery.pl) są jak kapsuła, w której można się schować przed miejską gonitwą. Miejsce  wydaje się bezpieczne, jest dyskretne, ale  i towarzyskie, zaprojektowane tak, żeby jego użytkownicy mogli łatwo nawiązać ze sobą kontakt – jeśli mają na to ochotę, oczywiście. Specjalizuje się w książkach dla dzieci i... albumach. Właścicielka Numerów Liter, Magda Głowacka, organizuje regularne spotkania dla najmniejszych czytelników – z kolektywnym czytaniem, teatrzykiem cieni albo pokazem slajdów w dawnym stylu, z projektora Ania.
Na kawę z książką warto też zajrzeć do Tarabuka, przy ul. Browarnej 6,  tel. 0 22 827 08 14, www.tarabuk.pl 

Galeria - 16 zdjęć

Najnowsze

  • Dokąd na jedzenie w Paryżu?

    Dokąd na jedzenie w Paryżu?

    Ktoś wybiera się do Paryża? Chciałby dobrze zjeść? Oto miejsca, w których karmią dobrze i niezbyt drogo.

  • Podróż na sto stóp

    Podróż na sto stóp

    „Na kolację idźcie dopiero po obejrzeniu tego filmu ” – radzi aktorka Helen Mirren, grająca główną rolę w „Podróży na sto stóp". Film można już oglądać w kinach.

  • Metropolia na sterydach

    Metropolia na sterydach

    Największy. Najludniejszy. Najszybszy. Dawniej klejnot epoki kolonialnej, dziś wizytówka chińskiego cudu. Szanghaj przestał już oglądać się na świat. To świat ogląda się na niego.

Polecamy

  • Rozdajemy książki o Spitsbergenie

    Rozdajemy książki o Spitsbergenie

    Ilona Wiśniewska najpierw Spitsbergen odwiedziła. Potem tam zamieszkała. Znalazła pracę. I napisała książkę. "Białe. Zimna wyspa Spitsbergen" właśnie ukazuje się nakładem Wydawnictwa Czarne. Voyage jest patronem medialnym tej książki. Mamy 5 jej egzemplarzy do rozdania.

  • Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

    Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

    Spitsbergen to największa wyspa norweskiego archipelagu Svalbard w Arktyce i najbardziej na północ wysunięte siedlisko ludzkie na świecie. Mieszkają tu obywatele prawie pięćdziesięciu krajów. Wśród nich Polka – Ilona Wiśniewska, która w książce „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”opowiada historię tamtejszych niezwykłych miejsc. Poniżej fragment tej książki. Ukaże się ona 6 sierpnia. Wtedy też będziemy mieli kilka jej egzemplarzy do rozdania.