Ciche otwarcie W pałacowej manufakturze może powstać każdy piec (fot. Błażej Żuławski)
Mazury

Ciche otwarcie

21marca2012

Nakomiady do tej pory słynęły z manufaktury i ceramiki. Z niezwykłych, ręcznie tworzonych i malowanych tutaj kafli powstawały w wielu miejscach na świecie piękne piece. Po 13 latach remontu, także i sam Pałac w Nakomiadach zaczyna być gotowy na przyjęcie pierwszych gości.

Polecane wideo

Pałac kupiłem w 1998 – wspomina Piotr Ciszek, obecny właściciel Nakomiad. – Już wtedy doszedłem do wniosku, że życie miejskie jest nie do końca dla mnie i szukałem jakiegoś miejsca tu, na Mazurach, gdzie mógłbym stworzyć sobie taki prywatny raj.

Początkowo to miała być kamienna stodoła, jakich na Mazurach pełno, ale im dalej pan Piotr szukał i zagłębiał się w zawiłości historyczne okolic, tym bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że jest też dużo, zupełnie zrujnowanych, przez zawieruchę wojenną i powojenną reformę rolną, dworów i pałaców, które można by rewitalizować.

W końcu natrafił na Nakomiady. – To była miłość od pierwszego wejrzenia – stwierdza w zadumie. Czternaście lat później, siedząc w kuchni państwa Ciszków (żona pana Piotra, Joanna, niedawno rzuciła pracę w korporacji, by już na stałe przenieść się do Nakomiad), trudno nie zauważyć tego, co siła uczucia zdołała sprawić.

Gdy kupowali pałac, nie tyle w niczym nie przypominał ani swojej obecnej, ani pierwotnej formy, co nawet nie spełniał podstawowych wymagań dotyczących „schronienia”. – Tuż po zakupie postanowiłem, że będziemy tu nocować.

Niestety pałac nie miał wtedy ani okien, ani dachu, a w nocy, jak na złość, zaczął padać nam na głowę deszcz – wspomina pan Piotr. Gdy w pokoju przyozdobionym barwną tapetą w egzotyczne ptaki rozkłada na starej komodzie, pełnej przeróżnych bibelotów z masy perłowej i kości słoniowej, zdjęcia gołych, zdewastowanych murów i terenu porośniętego dżunglą krzaków, łatwo sobie wyobrazić, jaką drogę przebyli właściciele.

Jednak historia położonych na malowniczym wzgórzu, około 10 kilometrów na południe od Kętrzyna, Nakomiad zaczyna się trochę wcześniej niż w roku 1998. Już w XIV wieku była tu warownia krzyżacka.

W 1653 roku w okolicy zakochał się brandenburski dyplomata, Jan von Hoverbeck, który postanowił wybudować barokową rezydencję. Już 50 lat później rozpoczęto przebudowę istniejącego pałacu, zgodnie z obowiązującą modą.

Odpowiedzialny za nią architekt, Polak włoskiego pochodzenia, Józef Piola, nadał mu ostateczną formę uproszczonego, klasycyzującego baroku. W tym właśnie czasie w Nakomiadach założona została manufaktura ceramiczna.

W końcu pałac trafił w ręce rodziny von Redecker, która na początku XX wieku przeprowadziła jego gruntowny remont. Gdy w styczniu 1945 wojska radzieckie weszły do Prus Wschodnich von Redeckerowie musieli uciekać.

Po wojnie wcielony do PGR-u pałac przekształcono w szkołę z przedszkolem oraz mieszkania dla pracowników, a po jego zlikwidowaniu w latach 90. stał opuszczony i całkowicie zdewastowany.

Oprowadzając po wnętrzach – a jest to całkiem czasochłonna wycieczka, bo Nakomiady, zbudowane praktycznie na takim samym planie jak Nieborów, mają powierzchnię 2000 m kw., gospodarze z dumą podkreślają, że zachowane są oryginalne, drewniane schody, podłoga w jednej z sal, dwie framugi oraz jedne drzwi i stół, znalezione w domach okolicznych mieszkańców i od nich odkupione.

Ale całą resztę musieli stworzyć w swojej wyobraźni. Potomkowie von Redeckerów odwiedzają pałac, a nawet zdołali się z Ciszkami zaprzyjaźnić (ostatniemu żyjącemu mieszkańcowi Nakomiad, Eberhardowi von Redeckerowi, pan Piotr „zwrócił” rosnący w ogrodzie 350-letni jesion, który nazwano jego imieniem, i 95-letni Eberhard tuż przed śmiercią odsłonił umieszczoną na drzewie tabliczkę).

Pomimo tej zażyłości nie udało się ustalić, jak przed 45. rokiem wyglądał pałac. – Jedyne, co zdołali nam przekazać, to informacja, że był biały, co zresztą przydało się w walce z konserwatorem zabytków, który kazał mi pomalować go na różowo, argumentując, że „to kolor baroku” – wspomina pan Piotr. – No i mieliśmy jeszcze dwa stare zdjęcia ślubne, z tłumem ludzi, na których właściwie nic nie widać – dodaje pani Joanna.

Ciszkowie musieli więc posłużyć się wyobraźnią, gustem i posiadaną wiedzą na temat pałacowych wnętrz z różnych epok i miejsc. Zazwyczaj brzmi to jak recepta na katastrofę.

Jednak Nakomiadom, przede wszystkim dzięki właścicielom, którzy komplementowani jedynie się rumienią, udało się uniknąć losu innych rezydencji czy zamków, przekształcanych w hotele, z salami konferencyjnymi z verticalami w oknach i pseudohistorycznymi meblami z Chin w pokojach.

Pałacowe życie, architektura, historia, kultura to coś, czym państwo Ciszek oddychają od 14 lat. Półki ich biblioteki uginają się pod albumami, książkami i opracowaniami historycznymi dotyczącymi dworskiego życia minionych czasów.

Podróżując po Polsce i za granicą, wyszukują meble i bibeloty. Tak na przykład trafiła do Nakomiad barokowa ambona, którą pan Piotr kupił od czeskiego księdza likwidującego wyposażenie swojego kościoła.

„Dom” to w ogóle w przypadku Pałacu w Nakomiadach słowo klucz. Jego atmosferę tworzy to, że gospodarze nie silą się na odtworzenie historycznych wnętrz, ale urządzają je po swojemu.

Z wyjątkowym wyczuciem łączą tapetę kupioną w supermarkecie budowlanym i proste meble z Ikei z bezcennymi antykami. Każdy z 10 pokoi ma swój motyw przewodni, widoczny też na łazienkowych kafelkach, wytwarzanych i malowanych ręcznie w przypałacowej manufakturze.

I tak na przykład gabinet pana Piotra to rodzaj rokokowego paryskiego apartamentu, pełnego złota i przepychu. Ale są też minimalistyczny „Pokój Skandynawski” czy „Pokój Kruka” – nazwany tak od ptaka z uszkodzonym skrzydłem, którego Ciszkowie adoptowali, a który w tym pokoju w trakcie remontu mieszkał.

Piotr Ciszek podkreśla zresztą na każdym kroku, że nie chce być hotelarzem: chcemy, żeby był to taki nasz prywatny „dom pracy twórczej”, do którego przyjeżdżają ludzie podobni nam, którzy będą chcieli poczytać książkę w pałacowej bibliotece, podyskutować z nami przy stole czy pograć na fortepianie.

Wnętrza w wielu miejscach, na przykład w powstających w podziemiach kuchni i basenie, wykończone są kafelkami z założonej przez pana Piotra w 2005 przypałacowej manufaktury pieców kaflowych.

– Nie wyobrażałem sobie wnętrz pałacu bez tradycyjnych pieców. Nie mogłem ich nigdzie kupić, więc sam zacząłem je wytwarzać – mówi. Zatrudnił więc okolicznych mieszkańców i wyrobu ceramiki uczył się razem z nimi przez cztery lata, wysyłając przyszłych kaflarzy i dekoratorów na kursy do pałacu w Nieborowie.

I pomimo że Piotr Ciszek stworzył przy pałacu symetryczny, francuski ogród warzywny, inspirowany projektem z Chateau de Villandry, grabowy labirynt, spory staw, a niedługo chce też zalać część swojej ziemi, by mieć jezioro z prawdziwego zdarzenia, to gdy mówi o manufakturze i najnowszym projekcie pieca złożonego „tylko z ośmiu kafli”, widać w jego oczach ogień pasji. Tak gorącej, że mogłaby wypalać jego elementy.

A pobyt w Nakomiadach to nie tylko podróż w czasie, w dawną historię tego miejsca. To też okazja do spotkania z ludźmi może trochę niedzisiejszymi. Takimi jak Piotr i Joanna Ciszkowie, którym chce się zmieniać otaczającą nas rzeczywistość w imię wartości innych niż pieniądz.

 

Galeria - 5 zdjęć

Najnowsze

  • Gruby może więcej

    Gruby może więcej

    Narodziły się z przekory. I z pragnienia, by dojechać tam, gdzie nie dotarł dotąd żaden rowerzysta. Wyposażonym w grube opony fatbike’om niestraszne pustynie, mokradła czy zaspy. Śnieg jest ich żywiołem. Udowodnią to podczas Snow Bike Festival w Szwajcarii.

  • Wurzeralm: łatwe trasy z możliwością opalania się

    Wurzeralm: łatwe trasy z możliwością opalania się

    Tras jest niewiele ponad 20 km, ale dociera się na nie szybko, a że leżą na rozległym płaskowyżu, więc prócz nart można się tam przednio poopalać.

  • Pobrykać na lotnisku

    Pobrykać na lotnisku

    Basen na dachu budynku, korty do squasha, ponad 70 luksusowych sklepów, meczet, dwa hotele - port lotniczy Hamad International. Zbudowany za 15 milionów dolarów, otwarty w 2014 roku z imepetem rozsiadł się pośród największych i najciekawszych lotnisk na świecie.

Polecamy

  • W raju rządzą kobiety

    W raju rządzą kobiety

    Ocean, obłe skały, atole koralowe. Lasy, żółwie, rzadkie ptaki. Cynamon, wanilia, goździki. Szmaragd, turkus, kobalt. Piraci i kolonizatorzy, upał i wiatr. Kuszące obrazami tropikalnej idylii Seszele stały się przystanią dla poszukiwaczy piękna oraz wielbicieli natury. Ale ten archipelag jest również jedną z nielicznych na świecie enklaw matriarchatu.

  • 10 dni w siodle

    10 dni w siodle

    „Koń jaki jest, każdy widzi” – pisał w pierwszej polskiej encyklopedii Benedykt Chmielowski. W XVIII wieku dokładne wyjaśnienia zdawały się zbędne. Dziś byłoby trudno o podobny wniosek – chyba że w portugalskim miasteczku Golegã, które poza końmi świata nie dostrzega. Zwłaszcza podczas listopadowego święta rasy luzytańskiej.