Zaklinacze Światła Biedermeierowskie puchary z liczącej około siedmiu tysięcy eksponatów kolekcji szkła artystycznego w Muzeum Karkonoskim (fot. Julia Zabrodzka)
Piechowice

Zaklinacze Światła

29stycznia2014

„My tu trochę artyści jesteśmy. Tego się nie można po prostu wyuczyć, trzeba mieć dryg w ręku” – pani Grażyna ścisza głos, jakby nie chciała się głośno chwalić. Ale to zbędna skromność. W hucie Julia w Piechowicach można przekonać się, że wyrób szkła kryształowego jest prawdziwą sztuką

Wszystko zaczyna się od szklanej kuli. Kropli ognia, tak jasnej i gorącej, że aż drży powietrze. Jeszcze nie pogodziła się ze swoim kształtem. Próbuje rozpłynąć się, wyciec chyłkiem; tylko czeka, by na moment spuścić ją z oka. Ale hutnik jest czujny. Każe jej wirować, trzyma w ryzach wyślizganym burgulcem. A potem mocnym tchnięciem nadaje formę. Ognista barwa gaśnie, kryształ zastyga w przezroczystej postaci. Szklana kula, jakich powstaną dziś w hucie Julia setki. Przed nimi długa droga i wiele par rąk. Wyczarują z nich karafki, kieliszki, może wazony. Niewprawnemu oku trudno
z kryształowej kuli wyczytać przyszłość. Jeśli jednak spojrzy się uważnie, można w niej zobaczyć przeszłość. Siedem wieków historii karkonoskiego szkła. I kilka tajemnic.

 

fot. Julia Zabrodzka

„Dawniej umiejętność wytopu szkła była czymś na pograniczu alchemii, magii
i konszachtów z diabłem” – Justyna Wierzchucka z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze mogłaby godzinami opowiadać o śląskich mistrzach szklarskich. Owiany wieloma przesądami fach trafił pod Śnieżkę w XIII wieku, prawdopodobnie za sprawą przybyszów z Walonii. Karkonosze, dotychczas omijane przez osadników, dla hutników okazały się rajem. Pod ziemią znaleźli piasek kwarcowy, z którego wytapia się szkło, w górskich borach – drewno do opalania pieców i pozyskiwania potażu, innego składnika masy szklanej. Zakładali osady w dolinach rzek, a gdy wycięli już okoliczne lasy, porzucali piec i przenosili się w nowe miejsce. Zadbali też o to, by nikt nie odkrył ich szklarskich sekretów. Po Śląsku zaczęły krążyć legendy o Duchu Gór, kapryśnym władcy Karkonoszy, gotowym ukarać każdego, kto śmiałby naruszyć spokój jego królestwa. Przez ponad 200 lat hutnicy pracowali nie niepokojeni, pod opieką mitycznego protektora.

 

fot. Julia Zabrodzka

W końcu tajemnicami szklarzy zainteresowali się także możni tego świata. Na początku XVII wieku Schaffgotschowie, arystokratyczny ród władający krainą u stóp Karkonoszy, sprowadzili na swe włości Wolfganga Preusslera i jego trzech synów, mistrzów szklarskich z Czech. Preusslerowie założyli w Szklarskiej Porębie i Białej Dolinie huty stacjonarne i tam, w lepszych warunkach, doskonalili recepturę masy szklanej. Ich celem było usunięcie z niej wszelkich zanieczyszczeń i tlenków metali, które nadawały wyrobom delikatne zabarwienie. Wkrótce huty Preusslerów zaczęły wytapiać idealnie przezroczyste szkło, z dodatkiem związków ołowiu, zapewniających piękny połysk. Zainteresowali się nim szlifierze, którzy dla szkła kryształowego gotowi byli porzucić nawet kamienie szlachetne. Na przełomie XVII i XVIII wieku w Sobieszowie, Cieplicach i innych karkonoskich miejscowościach powstały pracownie grawerskie. „Tutejsi szlifierze osiągnęli absolutne mistrzostwo. Potrafili stworzyć na czarach pucharów trójwymiarową, niemalże rzeźbiarską kompozycję” – tłumaczy pani Justyna. Śląskie szkło zachwyciło europejskie dwory i salony. Hrabia Schaffgotsch chciał zachować taki skarb dla siebie. Najwyraźniej nie wierzył jednak w autorytet Ducha Gór. W 1688 roku napisał do jednego ze swych urzędników: „Nie życzę sobie, by sztuka ta stała się powszechna. Proszę dopilnować, by nikt w moich posiadłościach nie ośmielił się bez mojego pozwolenia szlifować szkła pod groźbą surowych kar”. Kryształ miał pozostać karkonoską tajemnicą.

 

fot. Julia Zabrodzka

Bywały i sekrety, których strzeżono zbyt pilnie. Tak pilnie, że mistrzowie szklarscy musieli mierzyć się z nimi wciąż i wciąż na nowo. „W XIX stuleciu szkło przeszło prawdziwą rewolucję. Odkryto wówczas wiele znanych wcześniej, lecz zapomnianych technik” – opowiada pani Justyna. Ważną rolę w tym przełomie odegrali mistrzowie z Karkonoszy, z młodziutkim Franzem Pohlem na czele. Ambitny absolwent berlińskiego Instytutu Rzemiosła w wieku zaledwie 25 lat wykonał pierwsze szkła millefiori.
Tę niezwykle trudną sztukę, polegającą na łączeniu setek wielobarwnych pręcików i tworzeniu z nich fantazyjnych, kwiecistych kompozycji, opanowali wcześniej mistrzowie szklarscy ze starożytnej Mezopotamii i XV-wiecznej Wenecji, lecz za każdym razem popadała w zapomnienie. Pohl nie osiadł na laurach. Gdy kilka lat później otrzymał nagrodę za odkrycie równie skomplikowanej i efektownej weneckiej techniki filigranu, zrobiło się o nim głośno w całych Prusach. Zdolny młodzieniec zwrócił uwagę Schaffgotschów. Hrabia Leopold zlecił mu zaprojektowanie nowej huty w Szklarskiej Porębie i objęcie stanowiska jej dyrektora. Wybudowana w 1842 roku Józefina była najnowocześniejszą manufakturą na całym Śląsku. Wykonywane pod okiem Franza Pohla naczynia, żyrandole i kandelabry zawojowały Europę. Niespełna dziesięć lat
od rozpoczęcia produkcji zachwycony korespondent „Timesa” donosił czytelnikom
z londyńskiej Wystawy Światowej: „Najlepsze szkła kolorowe z Niemiec to szkła hrabiego Schaffgotscha z Prus. Niektóre z wystawionych eksponatów są w tym rodzaju produkcji najdoskonalsze na całej wystawie”. Wkrótce posypały się nagrody oraz zamówienia
od arystokratów i koronowanych głów.

 

fot. Julia Zabrodzka

Polecane wideo

Z czasem atrakcją stały się nie tylko wyroby, ale i sama huta. Już w XIX wieku Cieplice, Świeradów i inne kurorty przyciągały w Karkonosze licznych gości. Wypoczywali, zwiedzali, kupowali na pamiątkę kryształowe puchary z Józefiny z namalowaną Śnieżką, zamkiem Chojnik czy wodospadem Szklarki. Na pocztówkach ze Szklarskiej Poręby pojawiały się litografie przedstawiające zabudowania huty – nakryte spadzistym dachem hale z kominami, pośród drzew, nad wartko płynącą rzeką. Wreszcie wpuszczono turystów do środka. Zorganizowane grupy zaczęły podglądać pracę dmuchaczy i grawerów. Była to rewolucja nie mniejsza niż odkrycia Franza Pohla. Po kilkuset latach uchylono rąbka szklarskiej tajemnicy.

 

fot. Julia Zabrodzka

 „Od początku czułam, że musimy to miejsce pokazywać, otworzyć dla zwiedzających” – Agnieszka Blacheta wspomina pierwszą wizytę w hucie Julia. Kieruje nią od siedmiu lat.Piechowicka manufaktura szklarska powstała w 1866 roku, a pół wieku później połączyła się z Józefiną. Współczesna Julia jest więc kontynuatorką tradycji słynnej huty ze Szklarskiej Poręby. Także tych turystycznych. Grupki zwiedzających codziennie przechadzają się wśród pieców i warsztatów, przy których kilkadziesięcioro pracowników ręcznie wytapia, wydmuchuje, poleruje i szlifuje szkło. Ojciec pani Agnieszki, Ryszard Kolat, który w 2006 roku kupił Julię, dodaje: „To przede wszystkim przemysł, ale także wielka scena, wielki teatr”. Ma rację. Można do niego wejść
i patrzeć, jak hutnik chwyta piszczel ze szklaną bańką, raz jeszcze zanurza ją w piecu, nadaje kształt osmalonymi od żaru narzędziami z bukowego drewna. Jak pewnym ruchem kreśli w powietrzu łuk rozgrzanym do czerwoności kryształem i podaje drugiemu, który chwyta szkło w żeliwne kleszcze formy. Jak nadymają się policzki, pot spływa z czoła, bucha para, a szklana kula zamienia się w elegancką karafkę. Można nasłuchiwać cichego brzęku kieliszka, który obraca się na kole opękarki, póki na czarce nie pojawi się cienka, równa rysa. Dotknąć gładkiej powierzchni przedwojennego kręciołka do znakowania wyrobów i poczuć pod palcami napis „Dresden”. Można wsłuchać się w wizg wirujących tarcz, śledzić rytmiczne ruchy szlifierzy, wyżynających jak w transie kolejne krawędzie, rozety i gwiazdy. A na koniec delikatnie chwycić kieliszek, unieść w górę, spojrzeć pod światło, sądząc, że przejrzało się kryształ
na wylot. I zrozumieć, że cały sekret kryje się w dłoniach hutników, zdobniczek, malarek. Że tej jednej tajemnicy pojąć nie sposób.


Autor korzystał z publikacji dr Stefanii Żelasko, Ady Polak i Wojciecha Trznadla.

 

Hutę Szkła Kryształowego Julia w Piechowicach nieopodal Szklarskiej Poręby można zwiedzać codziennie; wejścia są co 45 min między godz. 9.30 a 17.00, czas zwiedzania
to około 40 min. Bilet normalny – 16 zł, ulgowy – 12 zł. Dzieci mogą wziąć udział
w specjalnych warsztatach w minihucie.
Na miejscu działa kawiarnia i sklep firmowy. Szczegółowe informacje na stronie
www.hutajulia.com.
Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, z bogatym Działem Szkła Artystycznego, jest otwarte od wtorku do niedzieli w godz. 9.00-17.00, (w weekendy do 16.00).
Bilet normalny – 7 zł, ulgowy – 4 zł, w niedziele – wstęp bezpłatny.
www.muzeumkarkonoskie.pl

Galeria - 9 zdjęć

Najnowsze

  • Wyrusz w rejs pod żaglami ITAKI

    Wyrusz w rejs pod żaglami ITAKI

    Relaks, gorące słońce, błękitne niebo, szum oceanu i rajskie wyspy na horyzoncie tak w jednym zdaniu można opisać propozycję spędzenia urlopu, jaką przygotowała Itaka.

  • 10 dni w siodle

    10 dni w siodle

    „Koń jaki jest, każdy widzi” – pisał w pierwszej polskiej encyklopedii Benedykt Chmielowski. W XVIII wieku dokładne wyjaśnienia zdawały się zbędne. Dziś byłoby trudno o podobny wniosek – chyba że w portugalskim miasteczku Golegã, które poza końmi świata nie dostrzega. Zwłaszcza podczas listopadowego święta rasy luzytańskiej.

  • Gdzie Polacy pojadą na wakacje 2017 - TOP 7 kierunków

    Gdzie Polacy pojadą na wakacje 2017 - TOP 7 kierunków

    Nie jest tajemnicą, że Polacy lubią spędzać wakacje na zagranicą, często jednak stają przed dylematem, gdzie wybrać się w tym roku? Dlatego z myślą o tych, którzy jeszcze nie wybrali miejsca tegorocznego urlopu przygotowaliśmy listę 7 najpopularniejszych kierunków na tegoroczne wakacje.

Polecamy

  • Pomysł na weekend w Polsce? Poznań!

    Pomysł na weekend w Polsce? Poznań!

    Poznań kojarzy nam się przede wszystkim z pysznymi rogalami marcińskimi. W żadnym innym mieście w Polsce nie wypieka się ich z takim kunsztem i smakiem. Jest jeszcze kilka aspektów dla których warto wybrać się do tego miasta, choćby na weekend.

  • 5 zalet wypoczynku nad polskim morzem

    5 zalet wypoczynku nad polskim morzem

    Zazwyczaj myśląc o wakacjach do głowy przychodzą egzotyczne wyspy lub kamieniste plaże. A gdyby tak tym razem wybrać się nad polskie morze?