Wakacje reportera Niedenthal na plaży w Juracie (fot. archiwum domowe)
Rozmowa z Chrisem Niedenthalem

Wakacje reportera

15września2014

Pociągają go krajobrazy nienaruszone przez człowieka – jak na Falklandach. Puste przestrzenie – jak na Islandii. Odpoczynku nie szuka jednak w szerokim świecie, ale na plaży w Juracie. Fotoreporter Chris Niedenthal, laureat nagrody World Press Photo, został w 2014 roku twarzą pokazywanego w zagranicznych stacjach telewizyjnych spotu „Polska. Spring into New” promującego sukces polskiej transformacji.

Polecane wideo

Jak to jest być bohaterem filmu reklamującego Polskę?
Dziwnie. Po pierwsze nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że nadaję się do takiej roli. Po drugie miałem niemałą tremę. Fotograf nie jest przecież od grania, ale od robienia zdjęć. Jednak zanim przystąpiliśmy do kręcenia ujęć, reżyser wziął mnie na stronę, a fragmenty naszej rozmowy wykorzystał później w filmie. Zawsze byłem przekonany, że nie jestem dobrym mówcą, jednak okazało się, że mam całkiem niezły głos. W każdym razie miło, że osoba urodzona w Anglii mogła zostać twarzą Polski.

Pana rodzice trafili do Londynu w czasie wojny.
Powojenna polonia brytyjska na każdym kroku podkreślała swoje dziedzictwo. Dlatego nawet gdy chodziłem do szkoły i studiowałem, nie do końca czułem się Anglikiem. Gdy jako chłopak przyjeżdżałem
do Polski, tutejsza młodzież była dla mnie o wiele ciekawsza niż rówieśnicy z Londynu.

W jakim sensie?
Młodzi Anglicy nie mieli o co walczyć. A tutaj wszyscy walczyli sercem i głową. Kiedy ma się dwadzieścia parę lat, jak ja na początku lat 70., to wszystko ocenia się w innych kategoriach. Brytyjczycy są mili, 
ale trochę niedostępni. Polacy czasem szorstcy na zewnątrz, ale w środku bardzo serdeczni. Przez ten cały okres spędzony w Londynie w angielskim domu byłem gościem może kilka razy. W szkole też nie było zażyłych przyjaźni.

Wielu Polaków patrzy na to pewnie inaczej, bo dzisiaj w Anglii mieszka ich już ponad 600 tysięcy.
Ja za nic nie chciałbym wrócić nad Tamizę. Lubię miasta takie jak Warszawa. Malutkie. Oczywiście w porównaniu z Londynem.

Dlatego tak często odwiedza pan Juratę i Bukowinę Tatrzańską?
Do Bukowiny zawsze jeździmy na Wielkanoc, a do Juraty latem. Uwielbiam Półwysep Helski za pustkę krajobrazu. Oraz za plażę. Najlepszą na świecie. Mogę być na Mauritiusie, w Egipcie czy Grecji i zawsze będę wspominał ten piasek. Poleżeć sobie na plaży w Juracie – to jest to. Zresztą nie chodzi wyłącznie o odpoczynek, bo w takich miejscach przypominam sobie nieco gorsze czasy, gdy wszyscy mieli po równo. Przyjemna jest również grecka wyspa Tasos, na którą jeżdżę od kilku lat. Nie ma tam lotniska, więc moment wejścia na prom już zawsze będzie mi się kojarzyć z początkiem wakacji.

To nie jest najbardziej popularne miejsce.
Turyści nie znajdą na Tasos wielu atrakcji, ale ja nie nadaję się do zwiedzania muzeów, kościołów ani galerii. Wolę już posłuchać greckiej muzyki, która w połączeniu ze słońcem i luzem mieszkańców brzmi wyjątkowo. Ważni są również ludzie. Zatrzymujemy się zawsze w tym samym hotelu – niedużym, ale z pięknym widokiem i sympatycznymi gospodarzami. Czasem chodzimy do pobliskiej tawerny, której właściciel wygląda jak wykapany Zorba. Wpadamy tam od lat, on nas poznaje, zagaduje.

Jako fotoreporter zjeździł pan niemal cały świat. Ale czy jest miejsce, do którego pojechał pan z własnej inicjatywy, a nie wysłany na kolejne zadanie przez agencję czy gazetę?
Falklandy. Zawsze o nich marzyłem, a przed dziesięciu laty udało mi się tam spędzić tydzień. Ludzi prawie w ogóle nie spotykałem. Tylko owce, barany i pingwiny. Ale też nie szukałem towarzystwa, 
bo chciałem fotografować krajobrazy.

Nie jest pan znany z fotografii pejzażowej.
Jeśli kiedykolwiek robiłem zdjęcia krajobrazu, to chyba tylko dla siebie. Może to przychodzi z wiekiem? Jestem zauroczony miejscami, w których jest pusto. Na Islandii jedzie się autem 100 kilometrów i mija dwa, może trzy samochody. A z Falklandów zapamiętam wielkie niebo nad głową, jeden jedyny bank, jedną jedyną stację benzynową, skrzyżowania bez świateł. Drzewa rosną tylko przy rezydencji gubernatora i przy kościele, restauracje zamykają o siódmej wieczorem, bo, jak mi tłumaczono, kucharz też człowiek i musi iść do domu. Zupełnie inne życie. Z twardymi ludźmi, trochę Szkotami z charakteru.

Docierają tam w ogóle turyści?
Indywidualni niekoniecznie. Dużo było natomiast pasażerów statków wycieczkowych. Przypływają na kilka godzin i wtedy mała stolica, Stanley, zapycha się tysiącami osób. Szczerze mówiąc, uciekałem wtedy z miasta. Mimo to chętnie bym na te Falklandy wrócił. Także po to, by sprawdzić, czy ciągle stoją tam czerwone budki telefoniczne. W takiej budce przeżyłem jedno z największych zaskoczeń w życiu.

Zapowiada się ciekawie...
Okazało się, że na Falklandach instrukcje obsługi w budkach telefonicznych są napisane w czterech językach: po angielsku, hiszpańsku, rosyjsku i... polsku. Gdy to zobaczyłem, szczęka opadła mi ze zdziwienia. Byłem dziesiątki tysięcy kilometrów od kraju, na wyspie mieszkał wtedy może jeden rodak, a tu instrukcja obsługi po polsku. I co ciekawe, nikt nie był mi w stanie wytłumaczyć dlaczego.

Na ten temat

Najnowsze

  • W raju rządzą kobiety

    W raju rządzą kobiety

    Ocean, obłe skały, atole koralowe. Lasy, żółwie, rzadkie ptaki. Cynamon, wanilia, goździki. Szmaragd, turkus, kobalt. Piraci i kolonizatorzy, upał i wiatr. Kuszące obrazami tropikalnej idylii Seszele stały się przystanią dla poszukiwaczy piękna oraz wielbicieli natury. Ale ten archipelag jest również jedną z nielicznych na świecie enklaw matriarchatu.

  • Wyjeżdżasz na wakacje? Pamiętaj o ubezpieczeniu turystycznym

    Wyjeżdżasz na wakacje? Pamiętaj o ubezpieczeniu turystycznym

    Chociaż większość Polaków spędza wakacje w kraju, ok. 19 proc. decyduje się wyjechać za granicę. Planując podróż, warto pomyśleć o polisie turystycznej.

  • Poznaj piękną Korfu - grecką królowę wysp jońskich

    Poznaj piękną Korfu - grecką królowę wysp jońskich

    Wyspa Korfu jest niewielkim kawałkiem greckiego lądu położonym na Morzu Jońskim (stąd nadano jej przydomek ”królowej wysp jońskich”) niedaleko wybrzeży Albanii.

Polecamy

  • Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Mężczyźni nam wmawiają, że jeździmy gorzej i nie znamy się na autach. Istnieje wręcz przekonanie, że wszystko co związane z samochodem to męska rzecz. Dlaczego to mój mąż, partner, czy tata ma decydować „kto”, a właściwie „co” będzie zaspokajać moje potrzeby motoryzacyjne? Skoro umiem kupić nowe buty, to dlaczego miałabym nie poradzić sobie podczas zakupu auta? Swoje poszukiwania ideału motoryzacyjnego rozpoczynam od testu najnowszej wersji MINI Clubman.