Park Narodowy Calanques Wapienne skały w Parku Calanques (fot. Stephaen Deneits/wikimedia commons)
Francja

Park Narodowy Calanques

17lipca2013

Nazywane bywają śródziemnomorskimi fiordami. Wapienne skały w pobliżu Marsylii, z odludnymi, często niedostępnymi od strony lądu zatoczkami, w 2012 roku zostały dziesiątym parkiem narodowym Francji.

Mało kto spodziewa się takich krajobrazów. Francuskie wybrzeże Morza Śródziemnego najczęściej kojarzy się z białymi leżakami oraz pasiastymi parasolami na plaży, eleganckimi jachtami i bawiącymi się latem do późna w nocy kurortami.

Tu takich rzeczy nie ma wcale. Rozciągające się przez 20 kilometrów na wschód od Marsylii w stronę Cassis wybrzeże pełne jest za to wysokich wapiennych skał wcinających się w morze, poukrywanych między nimi zacisznych zatoczek, odludnych plaż i zwierząt, które w licznych tu jaskiniach i grotach znalazły dla siebie schronienie.

W tym roku cała ta część wybrzeża oraz wielki fragment morza stały się dziesiątym parkiem narodowym Francji. Pierwszym w Europie, który obejmuje jednocześnie ląd, wodę i do tego znajduje się tuż obok ogromnego miasta, jakim jest Marsylia.

Starania o ten park trwały od 12 lat. Powodów, by powstał, było co niemiara. Mieszka tu około 140 chronionych gatunków zwierząt, swoje gniazdo ma tu jedna z trzydziestu ostatnich par orłów południowych mieszkających we Francji, w tutejszych grotach i jaskiniach mieszkają molosy europejskie (czyli gatunek nietoperza), w wodzie żyją jeżowce, strzępiele i żółwie.

Jednak najważniejszym powodem jest sam krajobraz: przepiękny i jedyny w swoim rodzaju. Park narodowy powstał po to, aby zachować go w stanie nienaruszonym. Bo co prawda kiedyś wypasano tu owce, a do dziś rybacy łowią ryby, ale od wielu lat głównym „przemysłem” Calanques jest turystyka.

Z niemal dwumilionową rzeszą odwiedzających co roku, wybrzeże jest jedną z największych atrakcji turystycznych Francji. Większość z gości wyrusza z Cassis, skąd w sezonie co pół godziny wypływają statki turystyczne.

Podczas trwającego od 45 minut do niemal dwóch godzin rejsu zawijają one do trzech, pięciu lub nawet dziewięciu zatok, pozwalając nacieszyć oczy niezwykłym krajobrazem białych skał kąpiących się w wodzie.

Płynąc na taki rejs nie ma się niestety możliwości spędzenia choćby chwili na plaży. By to zrobić, trzeba albo dopłynąć prywatną łodzią, albo dojść pieszo od strony lądu. A najpierw podjechać autobusem, samochodem czy metrem (to ostatnie możliwe jest oczywiście tylko w Marsylii).

W sezonie dojazd własnym autem może okazać się najbardziej czasochłonny, bo z powodu tłoku trudno będzie znaleźć miejsce do parkowania. A do samych zatok i tak dojechać się nie da, bo latem prowadzące tam drogi są zamykane. Trzeba więc iść pieszo. Czasem i godzinę.

Do zatoki Sormiou spacer trwa trzy kwadranse i z powodu widoków jest czystą przyjemnością. Sormiou to akurat zatoka najpopularniejsza wśród mieszkańców Marsylii.

Są tu bary, serwująca całkiem dobrą bouillabaisse restauracja Le Château, można wypożyczyć kajak czy rower wodny.

Znajdująca się kilka kilometrów dalej zatoka Morgiou też jest chętnie odwiedzana. Morgiou słynie z tego, czego nie widać: jaskini Cosquer, w której ludzie epoki kamienia łupanego zostawili po sobie naskalne malowidła.

Odkryta w 1985 roku jaskinia jest niestety niedostępna, ponieważ wejście do niej znajduje się pod wodą. Natomiast w stojącym na plaży niewielkim domku można wynająć pokój. Spędzić noc w takim miejscu to wyjątkowe przeżycie, dostępne niestety tylko dla nielicznych, bo latem wszystkie miejsca są zarezerwowane dużo wcześniej.

Kolejna zatoka, Sugiton, jest chyba najbardziej znana. Prowadzi do niej wąska, wijąca się po zboczu betonowa ścieżka. Godzinny spacer z wiejącym we włosach wiatrem, szumem fal w uszach i widokami morza na długo zostaje w pamięci.

Jak i sam pobyt na dole w Sugiton, gdzie jest luźniej i spokojniej. Nie ma ani baru, ani restauracji, jest tylko szmaragdowa woda, biały piasek i wysokie skały.

Wielu turystów obawia się, że teraz, po ustanowieniu w Calanques parku narodowego, dostęp do leżących między skałami zatok zostanie mocno ograniczony. Władze parku zapewniają, że poza zakazem łowienia ryb, żadne inne zakazy nie zostaną wprowadzone, co najwyżej pojawią się pewne ograniczenia.

I tak jak do tej pory wspinacze będą mogli wdrapywać się na skały, choć już tylko w wyznaczonych miejscach, piechurzy będą mogli chodzić tylko po wyznaczonych trasach,
a kapitanowie wpływających do zatoczek statków nie będą mogli używać syren i grać głośnej muzyki.

Większość ludzi się na to godzi, bo coraz większa popularność Calanques za jakiś czas mogła się obrócić przeciwko nim. A tak jest szansa na to, że uda się zachować to, co jest tu najcenniejsze: niepowtarzalną urodę wapiennych skał i turkusowy odcień obmywających je wód. www.calanques-parcnational.fr 

Najnowsze

  • Zbalansowani

    Zbalansowani

    Nie wiadomo, w jakim dokładnie jest wieku – raczej w podeszłym. Pierwsze dowody na jej istnienie pochodzą sprzed pięciu tysięcy lat, choć niektórzy badacze twierdzą, że była znana dużo wcześniej, nawet 10 tysięcy lat temu. Oczywiście w Indiach. Dzisiaj pomaga zachować równowagę milionom ludzi na świecie. Dokąd jechać na zajęcia z jogi? Odpowiedź poniżej.

  • Brzeg obfitości

    Brzeg obfitości

    Miłość do morza zaczyna się niepostrzeżenie. Wciąga, osacza i nie odpuszcza. Każe planować kolejne wypady. Zwłaszcza że tego lata nikt nie będzie nad Bałtykiem narzekać na nudę. Oto co dziać się będzie nad morzem w nadchodzącym tygodniu.

  • Duch opiekuńczy

    Duch opiekuńczy

    „Bałtyk może być postrzegany jako morze chłodne, by nie powiedzieć zimne, ale mimo to motywuje ludzi do działania” – twierdzi Lawrence Okey Ugwu, dyrektor Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku. Latem i jesienią NCK organizuje Festiwal Literacki „Czytanie Pomorza”.

Polecamy

  • Duński łącznik

    Duński łącznik

    Soczyste pulpeciki o dźwięcznej nazwie frikadeller od stuleci nie znikają ze szczytu listy przebojów kulinarnych. Są też niezrównane w podtrzymywaniu poczucia wspólnoty. Przy ich wsparciu dobrze się dzieje w państwie duńskim.

  • Przystanek: Ekwador

    Przystanek: Ekwador

    Pobyt w dżungli to wysiłek, pot i łzy, walka ze słabością, komarami, nocleg w namiocie. Taka jest cena bliskiego kontaktu z naturą. Ale nie zawsze. I nie tutaj. Są bowiem miejsca, w których kontakt z dziewiczą natura to także spotkanie z wysmakowanym luksusem. Takie jak Mashpi Lodge w Ekwadorze.