Początek świata A oto i Jezioro Turkana w Afryce (fot. AfricaLine)
Etiopia: Jezioro Turkana

Początek świata

05sierpnia2009

Pierwsi biali ujrzeli nieprawdopodobne krajobrazy jeziora 5 marca 1888 roku. Wtedy, po półtorarocznych zmaganiach, setkach przygód, zagrożeń, odkryć, oczarowań, stanęli nad nim...

Polecane wideo

...Samuel Teleki von Szek wraz z Ritterem Ludwigiem von Hohnel. Nazwali je Jeziorem Rudolfa. Samuel Teleki nie zdążył osobiście powiadomić swego przyjaciela, inicjatora wyprawy, że nazwał jego imieniem najpiękniejsze jezioro świata. Zanim wrócił do Europy w austriackim Mayerling, dwa samotne, samobójcze strzały zakończyły piękną, romantyczną miłość Rudolfa arcyksięcia Austrii i baronowej Marii Vetsery. 

Oficjalnie Jezioro Turkana, nazywane jest często Jade Sea, Morze Żywiołów, Cradle of Mankind – Kolebka Ludzkości, ale dla wielu jest to wciąż Jezioro Rudolfa. Jest największym, pustynnym jeziorem na świecie o powierzchni 6405 kilometrów kwadratowych, ma ponad 260 kilometrów długości i kilkadziesiąt kilometrów szerokości. Jego linia brzegowa jest dłuższa niż całe wybrzeże kenijskie. Położone w tzw. Northern Frontier District – północnej Kenii, zajmującej połowę powierzchni kraju, o której druga połowa nie wie nic. Zasilane od północy wodami wielkiej rzeki Omo, od południa trzema sezonowymi rzekami Kerio, Turkwel i Syguta, nie ma żadnego ujścia, a odparowująca woda powoduje jego lekko zasadowy odczyn.

Olbrzymi akwen, o poranku turkusowy, by z upływem dnia przybrać barwę malachitu, to jedno z najpiękniejszych miejsc na naszej planecie – „Początek świata”. Dokładnie pod wodami Turkana nachodzą na siebie kontynentalne płyty tektoniczne. Tu narodziła się Europa, Ameryka i reszta kontynentów. Wody jeziora otacza zewsząd Królestwo Kamieni – tysiące kilometrów kwadratowych jedynej w swoim rodzaju niedostępnej, dzikiej pustyni lawowej tworzącej kontrast życia i śmierci. Palące słońce i życiodajna woda, największa populacja krokodyli, gepardy, antylopy i tradycyjnie żyjące plemiona Turkana, El Molo, Samburu, Gabra i Rendile. W miejscu zwanym Koobi Fora, dokąd nie prowadzi żadna asfaltowa droga, prawie trzy miliony lat temu, pierwszy Afrykańczyk, pierwszy człowiek tworzył swój dom na ziemi.

Czas w rejonie jeziora stoi w miejscu od tysięcy lat, sceneria jest tak nierealna, że trudno o niej pisać. Powoduje, że dojeżdżający tu Europejczycy milkną, ze wzruszeniem i zapartym tchem patrzą, ulegając magii Turkany. Powoli stają się aktorami w magicznym spektaklu słońca, wiatru, barw, a świat elektronicznych urządzeń zaciera się, znika, pozostaje przestrzeń, gwiazdy, muzyka wygrywana wiatrem. W błyskawicznym tempie zmienia się percepcja, mnóstwo duchów ociera się o każdego przybysza. I duchy już nie budzą obaw, są jak księga historii, księga życia.

Pokonując od południa skalne progi, cedrowe lasy, akacjowe doliny, niezawodny Land Cruiser przekracza niewidzialne wrota czasu. Krajobraz zmienia się diametralnie. Nagle pojawiają się prekambryjskie tarcze, ogromne, idealnie stożkowe kurhany ułożone z milionów ciemnobrązowych, czarnych, okrągłych kamieni. Przychodzą na myśl zdjęcia z Księżyca czy Marsa, słońce rozgrzewa wszystko dookoła, ciemne barwy aż po horyzont, żadnej zieleni. Sceneria budzi respekt, może nawet strach, jednocześnie uwodzi pięknem, harmonią, wygląda jakby zatrzymana rzuconym urokiem. Niemożliwe, by w tym oceanie kamieni i skał, pozbawionym kropli wody, istniało jakieś życie…

A jednak pojawiają się chaty, prymitywne, ułożone z kamieni i wyschniętych gałęzi pustynnych akacji. To Turkana, władcy kamiennego świata. Niewiarygodnie czarni, skąpo odziani w skóry i udekorowani kolorowymi naszyjnikami, twarze poważne, bez uśmiechu. Każdy dzień jest walką o prze-trwanie, o wodę, która staje się celem życia, celem każdego dnia. Ich ciała zdobią skaryfikacje, ślady po nacięciach jeszcze z okresu dzieciństwa, świadczących o przynależności do klanu. Turkana w poszukiwaniu wody pokonują dziesiątki kilometrów, kopią studnie i znajdują ukryte pod skałami źródła. Do dzisiaj prowadzą wojny z sąsiednimi plemionami, zwłaszcza z Pokot, z którymi walczą od setek lat, zabierając sobie nawzajem wychudzone bydło. Ale dla gości, nawet białych, są mili i uprzejmi, a chwile spędzone w turkańskiej wiosce zostają na długo w pamięci.

Jeszcze kilka godzin lawowej rzeczywistości, wzgórze, to samo, do którego dotarł Samuel Teleki i odsłania się niewyobrażalny błękit wody, nieprawdopodobnie wielki błękit! Z głębin jeziora wynurzają się kratery wulkanów i Wyspa Południowa będąca ojczyzną innych tajemniczych mieszkańców rejonu: El Molo – ludu liczącego ok. 200 ludzi, owianego tajemnicą i legendami. Nikt nie wie, jak się tam znaleźli, potrafili ponoć chodzić po dnie jeziora, rozmawiać z krokodylami. Jeżeli ktoś chce się wykąpać w cudownej malachitowej wodzie, bezpiecznie może zanurzyć się tylko w pobliżu wioski El Molo, przecież oni rozmawiają z krokodylami… Istnieje tylko jedna osada wodnych ludzi, jak ich nazywają, a populacja od czasów pierwszej, XIX-wiecznej wyprawy właściwie się nie zmieniła. El Molo są panami Jeziora, do dzisiaj spędzają wiele godzin dziennie na prymitywnych tratwach budowanych z trzech kawałków pnia palmy pustynnej, łowiąc okonie dochodzące do 100 kilogramów! Piją zasadowo słoną wodę jeziora i jedzą ryby.

U podnóży wznoszącego się na wysokość ponad dwóch tysięcy metrów wulkanu Kulal tryskają trzy źródła, dar stwórcy dla Królestwa Kamieni, trzy źródła jednocześnie  w obrębie kilku zaledwie metrów. Jedno zasadowe z zimną wodą – Turkana wierzą w uzdrawiającą jego moc, drugie zimne słodkowodne, trzecie również słodkowodne ale z wodą ciepłą. Loyangalani, miejsce źródeł jest oazą, w której żyją przedstawiciele wszystkich pustynnych plemion, Turkana, El Molo, Rendile, Somali, Gabra i niewielu Samburu. Na pozór biednie, bez kontaktu ze światem, nie dojeżdża tu żaden publiczny transport, ale dni spędzone w Loyangalani, pełne uśmiechu, ekscytującego handlowania z mieszkańcami uczą od nowa respektu i uszanowania rzeczy prostych. Znowu czuje się smak wody, jej zbawienny dotyk, wagnerowskie niemal brzmienie spadającego nocą z Kulal wiatru. Wyprawa na Wyspę Południową, jedną z trzech na Jeziorze Turkana, jest kolejna odsłoną minionej epoki. Są tu największe skupiska krokodyli w zastygłej jakby wczoraj wulkanicznej scenerii. I są tu od zawsze, od sześciu milionów lat! W niezmienionej formie ewolucyjnej.

Tereny rozciągające się dalej na północ są jeszcze bardziej niesamowite, pustynia lawowa na przestrzeni 180 kilometrów zmienia kilkakrotnie oblicza. Suche gaje akacjowe, piaszczyste wydmy w złotej barwie, znowu prekambryjskie wzniesienia przypominające gigantyczne kosmiczne statki, po drodze ryty naskalne z przed tysięcy lat pokazujące, że marzenia mieszkańców Kolebki Ludzkości niewiele się zmieniły.

Jak zjawy pojawiają się od czasu do czasu Gabra, ludzie z innej planety. Nie do wiary, że można tu żyć! Gabra, pomimo nieznośnego upału chodzą szczelnie zakryci czarnymi tkaninami, pędzą wielbłądy do wodopojów, często wiele dni by następnie wrócić do chat, by znów wyruszyć do wody i tak bez końca, wędrują po galaktykach wzgórz, wydm, wyschniętych rzek. Bywa, że nie piją wody przez kilka miesięcy a jedynym jej źródłem jest wielbłądzie mleko. Piękni ludzie, jedni z najpiękniejszych. Są tak zamknięci w swej wędrówce, że zazwyczaj uciekają na widok jadącego samochodu, nawet kiedy „przynętą” jest butelka wody.

Wreszcie Koobi Fora, miejsce skąd pochodzimy wszyscy, miejsce, gdzie powstał pierwszy człowieczy dom. To tu właśnie zaczęła się historia człowieka. Mary i Richard Leakey w latach 70. znaleźli w Koobi Fora dziesiątki skamieniałości homo habilis datowane na prawie trzy miliony lat, oraz świetnie zachowany szkielet homo erectus, pierwszego wyprostowanego praczłowieka, naszego bezpośredniego przodka. Ale Koobi Fora zaskakuje wciąż nowymi odkryciami. W sierpniu 2007 roku znaleziono tu  homo erectus żyjącego ponad dwa miliony lat temu zatem w tym samym czasie, co homo habilis. Okazało się więc, że obaj żyli równolegle, a nasza historia znowu jest dłuższa. Znowu Jezioro Turkana odkryło kolejna tajemnice.

Zresztą cały obszar Jeziora Turkana zaskakuje swym bogactwem. Prawie każdy kamień podniesiony z ziemi okazuje się być skamieniałością lub jednym z dziesiątków szlachetnych i półszlachetnych kryształów. A to malachit, czasami rubin, a to kość gigantycznego hipopotama sprzed dwóch milionów lat, jak księga dziejów przekazywana przez duchy. Richard Leakey w połowie lat 70. stworzył Sibiloi National Park właśnie po to, by chronić tajemnice Koobi Fory, by powstrzymać ewentualne próby eksploatowania magicznego terenu. Jego obawy jednak okazały się, przynajmniej do tej pory, nieuzasadnione, rocznie dociera tu nie więcej niż sto osób.

Noc w Koobi Forze jest najbardziej magiczną na ziemi, pomimo cudownej ciszy słychać niewiarygodne odgłosy życia sprzed milionów lat: antylopy Topi, zebry, lamparty i jedyni świadkowie minionych tysiącleci – krokodyle. W promieniu tysięcy kilometrów kwadratowych nie ma cywilizacyjnego zgiełku. A konstelacje gwiazd zdają się być tak blisko, że można je dotknąć rękoma, jak w bajce. I nikt nie wraca z Koobi Fory taki sam, każdy jest już innym człowiekiem. To prawda, choć brzmi niewiarygodnie a może nawet przerażająco. To jak bliskie spotkania trzeciego stopnia.

Zbliżając się w drodze powrotnej do granicy lasów cedrowych, znów przekracza się niewidzialne wrota czasu, zaczynają się pojawiać nie większe od zająca antylopy dik-diki, bydło, misje, wreszcie samochody. I chociaż wszystko, czego doświadczy przybysz w Królestwie Kamieni, tak naprawdę jest poza jego wyobraźnią, a obraz magicznego jeziora staje się nierealny, to nie znika, pozostaje na zawsze. Jak pisał ten, który zobaczył je jako pierwszy, Ludwig von Hohnel „…oprawiony w ramy głęboki błękit, lśniący taflą jeziora rozpościera się daleko, poza to, co ogarnia wzrok, błękit zawieszony między niebem a ziemią…”. Olbrzymi akwen, o poranku turkusowy, by z upływem dnia przybrać barwę malachitu, to jedno z najpiękniejszych miejsc na naszej planecie – „Początek świata”.

Dokładnie pod wodami Turkana nachodzą na siebie kontynentalne płyty tektoniczne. Tu narodziła się Europa, Ameryka i reszta kontynentów. Wody jeziora otacza zewsząd Królestwo Kamieni – tysiące kilometrów kwadratowych jedynej w swoim rodzaju niedostępnej, dzikiej pustyni lawowej tworzącej kontrast życia i śmierci. Palące słońce i życiodajna woda, największa populacja krokodyli, gepardy, antylopy i tradycyjnie żyjące plemiona Turkana, El Molo, Samburu, Gabra i Rendile. W miejscu zwanym Koobi Fora, dokąd nie prowadzi żadna asfaltowa droga, prawie trzy miliony lat temu, pierwszy Afrykańczyk, pierwszy człowiek tworzył swój dom na ziemi.

Czas w rejonie jeziora stoi w miejscu od tysięcy lat, sceneria jest tak nierealna, że trudno o niej pisać. Powoduje, że dojeżdżający tu Europejczycy milkną, ze wzruszeniem i zapartym tchem patrzą, ulegając magii Turkany. Powoli stają się aktorami w magicznym spektaklu słońca, wiatru, barw, a świat elektronicznych urządzeń zaciera się, znika, pozostaje przestrzeń, gwiazdy, muzyka wygrywana wiatrem. W błyskawicznym tempie zmienia się percepcja, mnóstwo duchów ociera się o każdego przybysza. I duchy już nie budzą obaw, są jak księga historii, księga życia.

Pokonując od południa skalne progi, cedrowe lasy, akacjowe doliny, niezawodny Land Cruiser przekracza niewidzialne wrota czasu. Krajobraz zmienia się diametralnie. Nagle pojawiają się prekambryjskie tarcze, ogromne, idealnie stożkowe kurhany ułożone z milionów ciemnobrązowych, czarnych, okrągłych kamieni. Przychodzą na myśl zdjęcia z Księżyca czy Marsa, słońce rozgrzewa wszystko dookoła, ciemne barwy aż po horyzont, żadnej zieleni. Sceneria budzi respekt, może nawet strach, jednocześnie uwodzi pięknem, harmonią, wygląda jakby zatrzymana rzuconym urokiem. Niemożliwe, by w tym oceanie kamieni i skał, pozbawionym kropli wody, istniało jakieś życie… A jednak pojawiają się chaty, prymitywne, ułożone z kamieni i wyschniętych gałęzi pustynnych akacji. To Turkana, władcy kamiennego świata.

Niewiarygodnie czarni, skąpo odziani w skóry i udekorowani kolorowymi naszyjnikami, twarze poważne, bez uśmiechu. Każdy dzień jest walką o przetrwanie, o wodę, która staje się celem życia, celem każdego dnia. Ich ciała zdobią skaryfikacje, ślady po nacięciach jeszcze z okresu dzieciństwa, świadczących o przynależności do klanu. Turkana w poszukiwaniu wody pokonują dziesiątki kilometrów, kopią studnie i znajdują ukryte pod skałami źródła. Do dzisiaj prowadzą wojny z sąsiednimi plemionami, zwłaszcza z Pokot, z którymi walczą od setek lat, zabierając sobie nawzajem wychudzone bydło. Ale dla gości, nawet białych, są mili i uprzejmi, a chwile spędzone w turkańskiej wiosce zostają na długo w pamięci.


Jak pachnie Afryka, dowiesz się tutaj.

Galeria - 2 zdjęcia

Najnowsze