Amazonia jest nieporównywalna Kolor Amazonki w Brazylii przypomina kawę z mlekiem
Rozmowa z Jackiem Pałkiewiczem

Amazonia jest nieporównywalna

29sierpnia2015

Jacek Pałkiewicz jest od Amazonki uzależniony. Odkrywca źródeł najdłuższej rzeki świata co roku stara się znaleźć powód, by móc do Amazonii wrócić.

Amazonka ciągle w panu żyje?
W jakimś sensie tak. Pierwszy raz byłem tam w połowie lat 70. zeszłego wieku.
Od tamtej pory jeżdżę co najmniej raz w roku, czasem częściej. Ostatnio na przykład wybrałem się wraz ze wszystkimi osobami, które brały udział w wyprawie
w 1996 roku. Rząd peruwiański zaprosił nas na odsłonięcie pomnika i tablicy
pamiątkowej, które wystawił u źródła Amazonki. Po 15 latach dreptaliśmy na górę,
na wysokość ponad pięciu tysięcy metrów bez tlenu, za to z trudem i z bólem.

 


Czyli tak jak pan lubi.
To jest jedno z tych nieprzychylnych człowiekowi środowisk, które wciąga niczym narkotyk. I bez którego nie mogę się obejść. Są dwa środowiska, które mnie zawsze mocniej motywują: pustynia i dżungla. Jak jestem na pustyni, to marzę o dżungli, jak jestem w dżungli, to myślę – dlaczego nie na pustyni? Te uczucia są tak różne, że nigdy nie jestem do końca zadowolony.


I dlatego ciągle pan tam jeździ.
To nie jest tak, że muszę. Ale jakoś zawsze tak sobie układam plany, że niby przypadkiem coś związanego z Amazonią wymyślam. I jadę.

 

Jeśli porówna się dzisiejszą Amazonię z tą z lat 70. zeszłego stulecia, to jest duża różnica?
Gdy byłem tam po raz pierwszy, to jeszcze łatwo można było trafić na plemiona prymitywne, tak zwane niekontaktowe. Czyli takie, które żyją z dala od cywilizacji i nie korzystają z tego, co ona daje. Jeszcze w zeszłym wieku całkiem często spotykało się pirogi, w których Indianie wiosłowali pagajami. Dzisiaj rzadkość. Z reguły łodzie mają już przyczepione silniki.

 


Gdzie szukać takich plemion?
Trzeba płynąć coraz dalej od głównej rzeki. W ostatnich latach kilka razy sfotografowano je z samolotów czy śmigłowców. I wtedy członkowie tych plemion strzelali do nich z łuków. To są bardzo małe grupy składające się z kilku rodzin. Widać,
że zdecydowanie unikają kontaktu z naszą cywilizacją. Ale ich los jest chyba
przesądzony. Jeszcze jedno, dwa pokolenia i już ich nie będzie. Ale większość amazońskich plemion ma już kontakt z naszą cywilizacją. Jeśli nie bezpośrednio,
to przez krewnych, kuzynów, którzy mieszkają przy misjach, w miasteczkach. Można powiedzieć, że oni żyją już jedną nogą w naszym świecie.


I korzystają z tego, co daje współczesny świat?
Niekoniecznie. Ci ludzie, którzy lądują w naszym kręgu cywilizacyjnym, są traktowani
po macoszemu. Często nawet bardzo źle. A oni drugą nogą zostali w swoim środowisku, które też na nich krzywo patrzy – bo skoro gdzieś poszli, to już nie są „nasi”. I teraz żyją w takim rozkroku między naszą cywilizacją a swoimi korzeniami. Mieszkają często na przedmieściach, w slumsach, nie mają pracy, perspektyw. Kończy się to alkoholizmem, przestępczością, bandytyzmem.


Pan podczas podróży często korzystał z pomocy tych ludzi. Czy da się z nimi nawiązać jakieś więzy, przyjaźnie?
Kilka lat temu przeczytałem książkę napisaną przez jakiegoś Amerykanina,
który pisał, że tak się zaprzyjaźnił z Indianami z jednego z plemion w Amazonii,
że jak wyjeżdżał, to im było przykro i pytali się, kiedy wróci. To są bzdury. Nie ma takiej możliwości. Nasz pobyt u tych ludzi to jest jak wizyta cieni. Dzisiaj jesteśmy, jutro nas nie ma. Jak przyjeżdżam z prezentami, to oczywiście jestem bardzo mile witany. Pokażą mi wtedy miejsce między drzewami, gdzie mogę sobie rozwiesić hamak, jak podejdę bliżej ognia, to dostanę od nich kawałek mięsa z kolacji. Ale jak jestem bez prezentów, to traktowany jestem bardzo chłodno. Pamiętam, że kiedyś miałem worek prezentów, przyjechałem do jednego z plemion, spotykam się z wodzem i daję mu nóż i maczetę.
A on wyciąga rękę po więcej. I pokazuje, że są jeszcze inni, którzy też coś powinni dostać. Każdy z nich stoi z wyciągniętą ręką, by coś dostać. Słowa dziękuję tam nie ma. To co twoje, jest także moje. Zresztą jakie to może mieć znaczenie w świecie, w którym żyje się jednym dniem. Nikt nie myśli o tym, co będzie jutro. Tak naprawdę nasza obecność nie ma dla nich żadnego znaczenia. Jesteśmy jak woda, która przepływa.
Nie ma mowy o tym, by się zaprzyjaźnić.

 


Nawet wtedy, gdy się do nich wraca?
To się nie zdarza często. To przecież gigantyczne terytorium. Ja w czasie swoich podróży tylko raz, po kilkunastu latach wróciłem do jednej z wiosek w Wenezueli nad górnym Orinoko. Żyło jeszcze kilka osób, które mogły pamiętać mój poprzedni pobyt, ale nikt żadnego święta z powodu mojego przyjazdu nie robił. Dopiero jak pokazałem zdjęcia, które zrobiłem u nich podczas pierwszego pobytu, to było pewne zadziwienie i zaskoczenie. Ale krótko
to trwało i szybko się wszystko skończyło.


Pana wyprawy były pionierskie
i odkrywcze, ale nad Amazonką jest też zorganizowana turystyka?

Statkiem można dopłynąć całkiem wysoko, nawet do Iquitos w Peru. Te statki są czasem bardzo duże, komfortowe, zabierają
po 1000 czy 1500 turystów. I one zatrzymują się w ciekawszych miejscach na dzień, półtora. Po to, by stamtąd małymi łodziami można było płynąć w głąb dżungli przez trzy, czasem pięć godzin.

Polecane wideo


Dokąd?
Dopływa się do położonych w dżungli centrów turystycznych, w których organizowane jest np. polowanie na kajmany. Są to łowy bezkrwawe, bo kajmany po złapaniu się wypuszcza. Są także polowania na piranie, uczestniczy się w obrzędach
szamańskich, obserwuje się tańce wykonywane przez lokalne plemiona. Taki mały
show folklorystyczny.


Oryginalny?
Oryginalny, bo uczestniczą w nim członkowie plemion. Jednak robi się go specjalnie
dla turystów, więc w tym sensie jest to, jak się mówi potocznie, cepelia.
Ale gdy ktoś ogląda to po raz pierwszy, tej cepelii nie odczuje. Bo pokaz i tak robi wrażenie. Wszyscy są kolorowo ubrani, umalowani, są tańce, dynamiczna muzyka, wojenne okrzyki.


Żeby poczuć prawdziwą dżunglę, trzeba wpłynąć dalej, w głąb lasu?
To jest tak samo jak z chęcią spotkania dziewiczych, żyjących w Amazonii plemion. Trzeba mieć więcej czasu.


Ile?
Wymaga to odpłynięcia od głównej rzeki na 4, 5 dni. Tyle samo trzeba liczyć na powrót.
I jeszcze mieć kilka dni w zapasie. Najlepiej więc mieć wolne dwa tygodnie. I znaleźć przewodnika, który w takie miejsce zawiezie.


Czy to trudne?
Nawet nie. W Iquitos, w Leticii na granicy Kolumbii i Brazylii czy w Manaus
w Brazylii można znaleźć biuro podróży, które zorganizuje taki wyjazd. Trzeba tylko mieć pewność, że jest to solidna firma, która zawiezie w miejsce naprawdę autentyczne.


Ile to kosztuje?
Sądzę, że 1000-1500 dolarów za dwutygodniową podróż łodzią w głąb Amazonii powinno wystarczyć.


Kiedy najlepiej wybrać się na taką wyprawę?
Jedni wolą porę suchą, gdy deszcze padają raz na dwa dni po godzinie, a nie trzy razy dziennie po kilka godzin. Ale wtedy temperatura dochodzi nawet do 40 stopni, więc wiele osób wybiera porę od grudnia do czerwca, gdy pada częściej, ale temperatura waha się od 23 do 30 stopni. Gdy wpadnie się w taki amazoński deszcz po raz pierwszy, to człowiek zakłada na siebie pelerynę, po czym okazuje, że pod tą peleryną strasznie się poci. I wtedy zaczyna się myśleć, czy nie byłoby lepiej zrzucić wszystkiego z siebie.
I stać tak w samych kąpielówkach. I to jest chyba najlepsze wyjście.


Wypad w głąb Amazonii wymaga przygotowania fizycznego?
Kondycja nie jest najważniejsza. Jeśli ktoś ma silny charakter i silną wolę, to jest
w stanie pokonać wszystkie trudy. Tam największym problemem są owady, które nie dają żyć od rana do nocy. Jest też bardzo wilgotno. To wszystko razem jest dość uciążliwe. Choć tak naprawdę, by poznać specyfikę Amazonii, wcale nie trzeba
zapuszczać się w głąb dżungli.


Tylko co zrobić?
Trzeba się zabrać takim zwykłym amazońskim stateczkiem, jakich po rzece pływa tysiące, i spędzić na nim z tydzień. Można zacząć w Manaus, Iquitos, praktycznie
w każdym z miast nad Amazonką. Te statki zatrzymują się co dwie, trzy godziny,
w kolejnych miasteczkach. Ludzie śpią w hamakach, jedni wsiadają z kurami, ktoś podróżuje z kozą, gra głośna muzyka. Nie są to warunki ze statków wycieczkowych
i nie każdy pewnie je wytrzyma. Ale jeśli chce się mieć frajdę z dotykania prawdziwej atmosfery życia na rzece, to jest to jak najbardziej odpowiednie miejsce.


A ochrona przyrody nad Amazonką w ogóle istnieje? Czy dziś tylko w zachodnim świecie ekolodzy protestują przeciwko wycinaniu drzew?
W Brazylii, największym kraju nad Amazonką, wraz z każdym nowym rządem pojawia się pomysł ochrony przyrody. Taki nowy rząd przynajmniej stara się robić wrażenie, że
o tę przyrodę dba. Z czasem zapał mija, a wtedy wraca wyrąb drzew
i niszczycielska działalność. Ponieważ korupcja w Brazylii jest duża, to przy okazji legalnych wyrębów, dwa, trzy razy więcej drzew wycina się nielegalnie.


Pomimo tego Amazonka ciągle robi ogromne wrażenie?
Absolutnie tak. Widziałem wszystkie największe rzeki świata, ale potęga tej rzeki
jest nieporównywalna z niczym. Kiedyś płynąłem w okolicy ujścia do Amazonki
Rio Negro i pamiętam miejsce, w którym była jakaś mielizna i zarośla. Po niecałych dwóch miesiącach wracaliśmy i w tym miejscu rósł już lasek. Do tego zrobiła
się niewielka wysepka. Krajobraz zmienia się tam bardzo szybko. Kanały,
rozgałęzienia, meandry, wyspy, wysepki, jednego dnia są, następnego już wyglądają
inaczej. Życie na Amazonce jest bardzo żywiołowe. Czuć ogrom i siłę tej rzeki.
Cokolwiek by o niej powiedzieć, zawsze wrażenie w rzeczywistości będzie dużo, dużo większe.

Najnowsze

Polecamy

  • Czeka Cię długi lot? Sprawdź, jak wykorzystać ten czas

    Czeka Cię długi lot? Sprawdź, jak wykorzystać ten czas

    Dla niektórych podróż samolotem to rozrywka i ekscytujące wydarzenie. Dla innych stres, nuda i zmęczenie. Bez względu na to do której grupy należysz, warto spędzić godziny w samolocie w możliwie najlepszy sposób. Najlepszą ku temu okazję zapewniają podróże prywatnymi odrzutowcami, które coraz prężniej działają na polskim rynku. Sprawdź, jak efektywnie spędzić czas na pokładzie samolotu.

  • Jak tanio podróżować? [6 rad eksperta]

    Jak tanio podróżować? [6 rad eksperta]

    Tanie podróżowanie naprawdę istnieje. Zobacz, na czym polega jego istota.