Projekt miasto Salon ozdobiony witrażem Marianne Peretti i ceramiczna mozaika Athosa Bulcão (fot. Nicolas Millet)
Brasília

Projekt miasto

18września2015

Wyrosła z niebytu, a właściwie z myśli o stworzeniu nowego centrum dla nowej lepszej rzeczywistości. Pomysł na zbudowanie od podstaw stolicy Brazylii powstał w głowie jej prezydenta – Juscelino Kubitschka, a projekt stworzyło dwóch słynnych architektów: Costa i Niemeyer. BrasÍlia miała być miastem doskonałym. W praktyce okazała się niepozbawiona wad ale ma jedną zaletę, która rekompensuje wszystko: jest piękna.

Na rozległym płaskowyżu, z dala od centrów handlowych i administracyjnych, wytyczono plan. Kształt  miasta to kształt ptaka z rozłożonymi skrzydłami, z wyraźnym rozdzieleniem dzielnic reprezentacyjnych i mieszkalnych. Zbudowano budynki, które swoją nowoczesnością zdumiewają do dziś. Stworzono jasną koncepcję funkcjonowania stolicy. Jak w idealnym mieście Platona czy renesansowych włoskich architektów wszystko było zaplanowane, geometryczne, sensowne. Koncepcja była przemyślana do perfekcji, po co więc pozostawiać miejsce na improwizację? Ona mogłaby tylko wprowadzić żywiołowość i bałagan. Czy Brasilia to w efekcie miasto ideał, czy potwór?

 

Kopuła Parlamentu (fot. Nicolas Millet) 

Wpisano ją na listę światowego dziedzictwa Unesco i zachowano w stanie niemal nienaruszonym. Nadal jest stolicą, nie uległa degradacji, a nawet za czasów prezydenta reformatora – Luli da Silvy, o wszystko zadbano, przywracając oryginalny wystrój wnętrz i restaurując elementy wyposażenia. Ktoś powie, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, w molochach São Paulo i Rio de Janeiro, ale władza jednak dalej trwa w Brasílii. Ten układ najwyraźniej krajowi służy, bo Brazylia to dziś jedno z dynamicznie rozwijających się i bogacących państw na świecie. 

 

Kolumnada w kaplicy w pałacu Alvorada (fot. Nicolas Millet)

 

Pomysł pojawił się w 1956 roku, w wyborczych obietnicach. Po wyborach, słowo się rzekło, zaczęto budować stolicę. Idea była prezydencka, ale realizacja już całkowicie apolityczna. Zaangażowali się w nią najlepsi, najsłynniejsi, najzdolniejsi. Za plan urbanistyczny odpowiadał Lúcio Costa, za projekty budynków Oscar Niemeyer, rzeźby stworzył Alfredo Ceschiatti, witraże Marianne Peretti, kafelki Athos Bulcão. Nazywano ich grupą z Vermelhinho, od nazwy kawiarni, w której zwykli byli przesiadywać, w Rio oczywiście. Być może to właśnie bliskie więzi między nimi sprawiły, że w ciągu niespełna czterech lat udało im się od zera stworzyć miasto. Ich koncepcje wcielali
w życie robotnicy z całego kraju: w 1957 roku było ich 2500, a w 1959 na budowie Brasílii pracowało już 60 tysięcy osób.  Prace zakończyli w kwietniu 1960 roku. 

 

Wnętrze katedry jest jasne i kolorowe, słońce tu swobodnie przenika przez witrażowy dach (fot. Nicolas Millet) 

W projekcie stworzonym na prostym planie krzyża odseparowano dzielnice rządowe
od mieszkalnych, wytyczono szerokie aleje, parki, place, zaprojektowano budynki kościołów, ministerstw, sądów, pałaców użyteczności publicznej. Wszystkie z betonu, ulubionego materiału nowoczesnej architektury drugiej połowy XX wieku, białe
o kształtach pełnych fantazji, kolumn, przestrzeni, opływowych, igrających z grawitacją, nie przejmujących się żadnym dążeniem do oszczędności miejsca czy materiału. Prostota formy, rozmach, imponujące rozmiary – wszystko miało robić wrażenie i siłą,
i pięknem. Surowe betonowe wnętrza ozdobiły barwne, grające ze światłem mozaiki
i witraże, oszczędnie wypełniły oryginalne meble, dywany, obrazy zaprojektowane też przez najlepszych: Saarinena, Le Corbusiera, Miesa van der Rohe.

 

Bryła katedry (fot. Nicolas Millet)

 

Kiedy do prezydenckiego pałacu Planalto wprowadzał się prezydent Lula, zapragnął on, żeby przywrócić wnętrzom pierwotny wystrój. Przeprowadzono poszukiwania
i odnaleziono 900 przedmiotów z epoki, nawet dwa obrazy Miró. To, co zaginęło, odtworzono. Dzięki temu można dziś podziwiać te wnętrza, jakby zatrzymane w czasie. Do wszystkich budynków można się zresztą dostać, zwiedzić, oglądać z przewodnikiem. Zgodnie z założeniem to gmachy, które służą ludziom, także dostarczając niezwykłych przeżyć estetycznych. 

 

Mozaiki w kaplicy w pałacu Alvorada (fot. Nicolas Millet)

Polecane wideo

 

Oprócz oficjalnych budowli (sądów, parlamentu, ambasad, resortów rządowych): a więc miasta do pracy, które raptownie pustoszeją po południu, jest też Brasília miastem
„do mieszkania”. Projektanci stworzyli 11 zespołów i dzielnic mieszkalnych. Nie mają one nazw, oznaczone są jedynie numerami. W każdym zespole jest kościół, szkoła, centrum kultury, centrum handlowe i restauracje. A więc wszystko, co do życia niezbędne.

 

Nie zapomniano także o parkach. Architekt krajobrazu Roberto Burle Marx obsadził przestrzeń akacjami i efektownymi Płomieniami Afryki (flamboyant) o purpurowych kwiatach, a ministerstwa i pałace otoczył palmami. Brasília choć zaplanowana
dla 500 tysięcy mieszkańców i licząca dziś trzy miliony ciągle jest miejscem dobrym
do życia i pracy. Choć oczywiście, tak jak wszędzie w Brazylii, nie dla wszystkich.

 

W siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Pałacu Itamary, zachwycają schody projektu Niemeyera (fot. Nicolas Millet)

 

Urzędniczo-mieszczańskie zabytkowe centrum jest wyraźnie oddzielone od ubogich przedmieść, które rzeczywistość wyrzuciła poza nawias wizjonerskiego projektu. Nowa brazylijska stolica okazała się fenomenalnie nowatorska i piękna, ale świata oczywiście nie zmieniła. Po pół wieku ciągle jednak budzi emocje, od podziwu do lęku. Sam jej twórca, Oscar Niemeyer, nigdy się tu nie przeprowadził, wolał pozostać w pełnym energii i historii Rio de Janeiro. Choć kiedy patrzy się na stworzone przez niego schody
w Pałacu Itamaraty, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, które zdają się płynąć
w powietrzu, oszałamiając swoją urodą i lekkością, trudno pojąć jak mógł nie chcieć patrzeć na nie codziennie.

 

 

Najnowsze

Polecamy

  • Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Mężczyźni nam wmawiają, że jeździmy gorzej i nie znamy się na autach. Istnieje wręcz przekonanie, że wszystko co związane z samochodem to męska rzecz. Dlaczego to mój mąż, partner, czy tata ma decydować „kto”, a właściwie „co” będzie zaspokajać moje potrzeby motoryzacyjne? Skoro umiem kupić nowe buty, to dlaczego miałabym nie poradzić sobie podczas zakupu auta? Swoje poszukiwania ideału motoryzacyjnego rozpoczynam od testu najnowszej wersji MINI Clubman.