W raju rządzą kobiety „Seszele eksportują tuńczyka, a importują gości” – mawiają wyspiarze. Za pobyt na archipelagu dyktują co prawda wysokie ceny, ale ograniczanie liczby turystów sprzyja środowisku i zwiększa komfort zwiedzania (fot. laif/czarny kot)
Seszele

W raju rządzą kobiety

08marca2017

Ocean, obłe skały, atole koralowe. Lasy, żółwie, rzadkie ptaki. Cynamon, wanilia, goździki. Szmaragd, turkus, kobalt. Piraci i kolonizatorzy, upał i wiatr. Kuszące obrazami tropikalnej idylii Seszele stały się przystanią dla poszukiwaczy piękna oraz wielbicieli natury. Ale ten archipelag jest również jedną z nielicznych na świecie enklaw matriarchatu.

Jeśli zachód słońca, to najlepiej na plaży Beau Vallon, na głównej wyspie Seszeli, Mahé. Niebo nad oddaloną o 30 kilometrów od brzegu Silhouette Island robi się pomarańczowe. Lekki wiatr szumi w koronach kokosowych palm i drzew takamaka, niosąc woń jedzenia oraz dźwięki muzyki. Czas na imprezę! Większość turystów wróciła już do swoich hoteli, za to przybyło miejscowych.

 

Większość mieszkańców Seszeli to katolicy, ale religijne praktyki nie przeszkadzają w kultywowaniu dawniejszych tradycji. Codzienne troski powierza się szamanom zwanym bonom di bwa, ludzie noszą talizmany, a przy zwłokach zmarłych rodzina zaciąga straż, by ich bliski nie zmienił się w dandotię, czyli w zombie

 

Do plastikowych kubków leje się palmowe wino oraz piwo, w knajpce Baobab wyjeżdża
z pieca diabelnie ostra pizza, na grillu skwierczą świeżo złowione ryby. Jakaś dziewczyna nakłada na talerze ryż z curry. „Z rybą czy kurczakiem? – pyta. – A może z mięsem nietoperza?”. Chętnych nie brakuje. Z otwartych okien zaparkowanych w pobliżu aut płynie żywiołowa muzyka. Mężczyźni w bermudach poruszają rytmicznie chudymi biodrami, dołączają do nich ubrane w szorty kobiety o obfitych kształtach.
To swobodna, plażowa wersja moutyi – jednego z oficjalnych tańców na Seszelach, pochodzącego jeszcze z epoki kolonialnej.

 

Towarzyszące mu niegdyś śpiewy przypominały amerykańskiego bluesa; były niczym lament albo wyraz sprzeciwu wobec właścicieli niewolników. Do zawodzących
i kołyszących się w gniewnym transie kobiet dołączali po pewnym czasie mężczyźni, przekształcając taniec w niezwykle erotyczny, trwający godzinami rytuał przy dźwięku bębnów. Uczestnicy zatracali się w nim do tego stopnia, że często nie docierali na poranne msze, za co oczywiście spotykały ich kary ze strony nadzorców i nagany księży.

 

 

Dziś mogą nie patrzeć na zegarek, ten wieczór należy do nich. Wysp jest dobrze ponad 100. Często są tak małe, że nikt na nich nie mieszka; inne należą do prywatnych właścicieli, którzy kupili je, zanim jeszcze ten rozrzucony po wodach Oceanu Indyjskiego archipelag uzyskał w 1976 roku niepodległość. To jeden z tak zwanych turystycznych rajów – idealna pogoda, zieleń, plaże o białym piasku, ocean. Seszele wyróżniają się jednak unikatową organizacją życia społecznego, bo steru wcale nie dzierżą tutaj mężczyźni.

 

Wystarczy wyjść na ulice Victorii, największego miasta na Mahé i zarazem stolicy państwa, by wpaść na jakąś pewną siebie, hałaśliwą kobietę, która zdecydowanym głosem załatwia przez telefon ważne sprawy, nie spuszczając przy tym oka ze swoich dzieci. Parę kroków za nią będzie na pewno dreptać jej niemrawy partner, osobnik na oko niczym się nieprzejmujący i nienawykły do podejmowania decyzji. Zbliżone relacje panują również w biznesie czy w oficjalnych strukturach władzy.

 

Blisko połowę posłów w lokalnym parlamencie stanowią kobiety, co stawia kraj w światowej czołówce, jeśli chodzi o ich udział w gronie reprezentantów narodu (przed Seszelami jest tylko Rwanda, Andora, Kuba i Szwecja). Ta sytuacja nie wynika
z tymczasowego układu sił w polityce, ale ze skomplikowanej historii regionu.
Prawdopodobnie pierwsi pojawili się na Seszelach arabscy żeglarze, ale konkretne wzmianki o archipelagu zawdzięczamy portugalskiemu odkrywcy Vasco da Gamie, który w 1502 roku przepływał tędy podczas swojej drugiej wyprawy do Indii.

 

Miejscowi utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa i turystyki. Każda z ponad 115 wysp archipelagu może pochwalić się obłędnymi plażami, które w innych krajach przyciągałyby nieprzebrane tłumy letników. Tu jednak nawet najbardziej popularne miejsca zachowują pierwotny charakter

 

Przez trzy następne stulecia na bezludne wyspy zawijali tylko handlarze i piraci.
Od połowy XVIII stulecia kontrolę nad archipelagiem sprawowali Francuzi, potem Anglicy. Jedni i drudzy przywozili z Afryki niewolników; lokalne społeczności tworzyli także kupcy z Chin oraz Indii. Po tej różnorodności pozostała językowa mieszanka (oficjalny status nadano francuskiemu, kreolskiemu seszelskiemu oraz angielskiemu), nazwiska (większość ma francuskie brzmienie) czy hybrydowa kultura popularna (narodowym tańcem jest kontredans). W tamtych czasach narodził się również seszelski matriarchat.

 

Wszystko zaczęło się wraz z pierwszymi rządami Europejczyków. Tak zwani Gran’bla, czyli „Wielcy biali”, jak zwykło nazywać się plantatorów czy kolonialnych administratorów, miesiące spędzone w dalekim kraju umilali sobie przelotnymi związkami z miejscowymi kobietami. Do domów wracali oczywiście bez towarzyszek, często zostawiając je przy nadziei. Sytuacja powtarzała się na tyle regularnie, że wryła się w kulturę wysp niczym wzorzec: to kobieta musiała utrzymać dom i dziecko nieobecnego ojca. Podobnie było z niewolnikami.

 

Kwietniowy karnawał w Victorii jest młodą imprezą – w tym roku odbędzie się dopiero po raz szósty – ale jego program odwołuje się do tradycyjnej dla archipelagu mieszanki kultur z czterech stron świata

Nawet jeśli pozwalano im tworzyć związki, mieszkać razem czy mieć dzieci, pary musiały być zawsze gotowe na rozstanie – na przykład wskutek podziału majątku między dzieci zmarłego właściciela. Kogoś sprzedawano, przenoszono na inną wyspę i tyle go widziano. Niepewność losu sprzyjała swobodzie obyczajów, a ta uniemożliwiała z kolei budowanie związków opartych na zaufaniu. Mężczyźni pracujący od rana do wieczora na plantacji nie czuli przymusu opieki nad kobietami należącymi do swoich panów ani nad potomstwem wielu potencjalnych ojców.

 

Wzorzec przetrwał do dziś: małżeństwa nadal nie są popularne. Bywa, że kobieta ma dzieci z paroma partnerami, którzy wciąż nie nauczyli się odpowiedzialności. Mieszkanki archipelagu zarządzają domowym budżetem, dbają o osoby starsze czy edukację najmłodszych. Wszystko spoczywa na ich barkach, ale na szczęście wspierają się nawzajem. Dziewczyny stanowią ponad połowę studentów najważniejszej lokalnej uczelni – Politechniki Seszelskiej. Kształci się tam nowe pokolenie ekolożek. „To kobiety dbają o zrównoważony rozwój; szukają kompromisów – dowodzi posłanka Maria Payet-Marie. – Ich troska o nasz kraj doprowadziła do przełomowych decyzji”.

 

Payet-Marie ma na myśli fakt, że dzięki restrykcyjnemu prawu ponad połowę powierzchni wysp objęto przyrodniczą ochroną (to jeden ze światowych rekordów),
a 40 procent jest pod kuratelą UNESCO. Wynika to jednak z gorzkiej historii. Dawne zaniedbania doprowadziły między innymi do drastycznej wycinki tropikalnych palm; zagroziły też gatunkowi będącemu symbolem archipelagu, a mianowicie żółwiom olbrzymim. Dziś zarówno zwierzęta, jak i rośliny mają się lepiej.

 

Od 2003 roku na Seszelach pracuje odpowiedzialna za zrównoważoną turystykę agencja, która niedawno przekształciła się w Ministerstwo Turystyki. Kieruje nią naturalnie kobieta – Betty Seraphine. Pilnuje, by rozwój nie odbywał się kosztem natury; promuje również miejsca, w których udało się wprowadzić korzystne rozwiązania. Niebagatelna rola przypada też Ministerstwu Środowiska i Energii: negocjuje ono długoterminowe cele z inwestorami budującymi wielkie ośrodki, tak by wspaniałe plaże mogły pozostać
w półdzikim stanie. Oprócz luksusowych hoteli na Seszelach nie brakuje prywatnych ośrodków, jak Bird Island Lodge, których hasłem jest „Bez telewizji, bez telefonu, ale za to z masą żółwi i ptaków oraz z porażająco pięknymi plażami”.

Polecane wideo

 

Ulubiony przez młodzież z Mahé sposób na upały: zebrać zgraną paczkę, spakować prowiant i poszukać ochłody. Niekoniecznie nad oceanem, ale na przykład przy wodospadzie koło Port Glaud

 

Prąd czerpią one z własnych paneli słonecznych, wodę do mycia zbierają w pojemnikach na deszczówkę, a zamiast oświetlać nocą alejki między domkami – wręczają turystom latarki. Na archipelagu pełno jest zresztą maniaków ekologii: badaczy unikatowych gatunków orchidei albo ornitologów tropiących w gęstwinie niespotykane nigdzie indziej ptaki. Są też specjaliści od życia podwodnego – na rafie koralowej żyje ponad tysiąc gatunków ryb, którym spokój zapewnia ustawa zabraniająca rabunkowych połowów.

 

Powstałe w wyniku konsultacji społecznych przepisy zobowiązują każdego obywatela do troski o środowisko naturalne. Jeśli to zadanie pozostanie w rękach kobiet, Seszele będą nadal ekologiczną enklawą zrównoważonego rozwoju. Jeszcze dwie godziny, może jedna, a słońce znów pojawi się nad horyzontem – tym razem po przeciwnej stronie nieba. Zabawa na Beau Vallon trwa w najlepsze, od tańców nikt się nie wykręci. Turyści, którzy zdecydowali się pozostać na plaży, dawno już wmieszali się w tłumek autochtonów. Słychać śpiewy, lecz wyspiarze trzymają delikatny dystans.

 

Nie trzeba się zrażać, to wynik etykiety. „Gdybyśmy wszyscy brali przykład z waszych wysp, nasza planeta nie byłaby tak zagrożona” – próbuje uparty gość. Miejscowi nie nawykli jednak do prawienia ani słuchania komplementów. To przynosi pecha. Uśmiechają się tylko. Dobrze wiedzą, że Seszele są – zgodnie z lokalnym powiedzeniem – „innym, lepszym światem”.

Autorka korzystała z książki „Seychelles Since 1770: History of a Slave and Post-slavery Society” Derycka Scara.

 

Sprawdzone przez nas

 

Z Warszawy do stolicy Seszeli, leżącej na wyspie Mahé, Victorii, kursują samoloty KLM, bilet powrotny 3220 zł. Na podróż z dwiema prz-siadkami trzeba zarezerwować sobie 18 godzin.
www.klm.com


Z jedną przesiadką, również z Warszawy, można polecieć liniami Emirates. Trwa to około 14 godzin, ale cena biletu wzrasta do 4200 zł.
www.emirates.com


Z Mahé na wyspę Praslin latają samoloty lokalnej linii Air Seychelles za 1900 rupii seszelskich (SCR)/630 zł w obie strony.
www.airseychelles.com


Znacznie taniej i przyjemniej będzie pokonać tę trasę jednym z katamaranów firmy Cat Cocos. Odpływają onez Victorii, z nabrzeża Inter Island. Godzinny rejs kosztuje 835 SCR/275 zł.
www.seychellesbookings.com


Wybierając się na Seszele, warto też rozważyć oferty wyjazdów zorganizowanych. 9-dniowy pobyt w hotelu na Praslin, ze śniadaniami i przelotami, kosztuje 5372 zł.
www.travelplanet.pl

Savoy Resort and Spa, położony przy plaży Beau Vallon na Mahé, jest hotelem z oszałamiającym widokiem na Ocean Indyjski. Ma przestronne pokoje z balkonami, basen, spa, klub dla dzieci
i dwie restauracje. Pokój dwuosobowy ze śniadaniem od 4226 SCR/1400 zł.
www.savoy.sc


Castello Beach Hotel znajduje się na wyspie Praslin, przy plaży Anse Kerlan.
To kameralne miejsce, urządzone w stylu kolonialnym, dysponujące świetną restau-
racją położoną w tropikalnym ogrodzie. Dwójka ze śniadaniem 2582 SCR/855 zł.
www.castellobeachhotel.com


Beachcomber Hotel mieści się na Sainte Anne – niewielkiej prywatnej wysepce, leżącej kwadrans drogi łódką od Mahé. Goście rozlokowani są w willach, z których część posiada własne baseny. 4-osobowe domki można wynająć od 2500 SCR/830 zł za noc
ze śniadaniem.
www.beachcomber-hotels.com


Kaz Kreol na plaży w Anse Royale na Mahé należy do tych wyjątkowych restauracji, które doceniają zarówno turyści, jak i miej-scowi. Smaki podawanego tu homara czy grillowanego lucjana długo zostają w pamięci. Za danie główne płaci się 210 SCR/70 zł.
Breizh Café w marinie Angel Fish w Victorii to dobry adres dla tych, którzy chcą zjeść coś na szybko. Ma reputację jednej z lepszych restauracji na wyspie, choć jej menu
nie jest wyszukane. Pizza kosztuje 100 SCR/33 zł, hamburger – 40 SCR/13 zł, makarony od 100 SCR/33 zł, a sałatki – 120 SCR/40 zł. W poniedziałki lokal jest nieczynny.

Wielką atrakcją wyspy Sainte Anne są żółwie, które na tutejszych plażach składają jaja. Młode przychodzą na świat od grudnia do marca, objęte są całkowitą ochroną, a przy odrobinie szczęścia można podejrzeć, jak po raz pierwszy maszerują do wody. Ale to nie jedyna przyrodnicza ciekawostka Seszeli. Znajdują się tu dwa wyjątkowe miejsca wpisane na Listę światowego dziedzietwa UNESCO. Rezerwat przyrody, utworzony w Dolinie Mai, obejmuje część wyspy Praslin. Chroni dziewiczy las, pełen ptaków bilbil i, przede wszystkim, okazów lodoicji seszelskiej, znanej jako coco de mer. Rośnie ona tylko
tu i na pobliskiej wyspie Curieuse. Dolinę Mai można zwiedzać codziennie między godz. 8.00 a 17.30. Wstęp kosztuje 261 SCR/85 zł.


Jeden z największych i najpiękniejszych atoli koralowych na świecie nosi nazwę Aldabra. Dzięki swojemu położeniu – 1000 km na południowy zachód od Mahé, pozostał niemal nietknięty przez cywilizację. Regulacje dotyczące zwiedzania są dość rygorystyczne i należy się z nimi zapoznać na stronie www.sif.sc

W Victorii od 22 do 24 kwiet- nia odbędzie się doroczny karnawał seszelski. Ulicami miasta przejdą parady tan- cerzy, muzyków i akrobatów z całego świata, a centrum miasta wypełni się muzyką, rytmem bębnów i aromatem ulicznego jedzenia.
www.seychelles.travel

 

Najnowsze

Polecamy

  • NoBo Hotel*** oraz restauracja Kolory Wina w Łodzi

    NoBo Hotel*** oraz restauracja Kolory Wina w Łodzi

    NoBo Hotel*** w Łodzi to nowoczesny, designerski hotel, który powstał z pasji do tworzenia rzeczy nieprzeciętnych. Dzięki niepowtarzalnej estetyce oraz pięknym, nietuzinkowym wnętrzom kreuje wyjątkową, indywidualną atmosferę.

  • Jeśli otwarcie wina, to tylko w Mołdawii

    Jeśli otwarcie wina, to tylko w Mołdawii

    Mołdawskie wina, to najbardziej charakterystyczny produkt eksportowy tego kraju. Dlatego gdy w jednym miejscu zebrało się 49 wystawców, by zaprezentować 260 najlepszych trunków ze swoich winnic, nie mogło nas tam zabraknąć.