160 metrów Próżnej Ulica Próżna wygląda jak magiczne lustro. Odrapane kamienice z nieparzystymi numerami przeglądają się w tych eleganckich, które odzyskały już przedwojenny blask (fot. Kuba Głębicki)
Warszawa

160 metrów Próżnej

03listopada2014

Przez kilkadziesiąt lat wyglądała tak, jakby wojna skończyła się przed chwilą. Choć to sam środek Warszawy, odrapane domy nie były remontowane. Przychodziło się tu po gwoździe, pompy lub sprężyny. Próżna łączy Zielną z Placem Grzybowskim i jest jedną z nielicznych ulic dawnego żydowskiego getta z zachowaną obustronnie oryginalną zabudową. Teraz zaczyna odsłaniać nową twarz.

Marmury, mozaiki na podłogach, dębowe schody prowadzące do wysokich mieszkań, bogato zdobione fasady – przed wojną Próżna należała do najdroższych adresów w Warszawie. Miała również zaskakującą historię. Na początku XVIII wieku była dłuższa, biegła wśród zieleni i nosiła nazwę Ogrodowa. Na Próżną przemianowano ją w 1770 roku, bo nie stał przy niej żaden dom. Jej obecny przebieg to wynik przedłużenia z końca XIX stulecia. Kamienicznikami byli tu żydowscy kupcy oraz przedsiębiorcy: Aleksander Blumenfeld, Naftal Perlman, Hersz Brabander.

 

Luksusowe mieszkania kontrastowały jednak ze sklepami, w których handlowano artykułami żelaznymi i hydrauliką. Pierwszy sklep z żelazem założył pod numerem 9, na rogu placu Grzybowskiego, fabrykant Boruch Cukerman. Numer 14 po drugiej stronie ulicy należał do Majera Wolanowskiego, założyciela Warszawskiej Fabryki Śrub i Drutu. A do kamienicy pod dziesiątką w drugiej połowie XIX wieku wprowadziła się centrala telefoniczna International Bell Telephone Co. Z dachu poprowadzono we wszystkich kierunkach pajęczynę przewodów telefonicznych, łączących 800 warszawskich abonentów.

 

Ostatnia kamienica na ulicy Próżnej, w której jeszcze mieszkają lokatorzy. W innych mieszczą się już biura, Instytut Austriacki i restauracje (fot. Kuba Głębicki)

 

Minęło kilkadziesiąt lat, na Próżnej znów zagościła pustka. Można było na niej oglądać co najwyżej resztki dawnych ozdób czy misternie kutych balustrad balkonowych. Z fasad sypały się odłamki. Dziś – w końcu – z ulicy, którą się przechodzi, Próżna zamienia się w ulicę, na której można się zatrzymać. Wyroby ze szkła z Galerii Velt pod numerem 12 wydają się płynne. Leją się jak woda, przypominają łzy. „Ludzie w hucie wyglądają, jakby tańczyli, szkło w ich rękach żyje, a ja chcę to życie zatrzymać” – mówi Maria Veltuzen-Nagrebecka, która od ponad 30 lat tworzy unikatowe szkło użytkowe.

 

Światło przenika ręcznie formowane szklanki, płaskie wazony, spływające z krawędzi półek świeczniki i wydobywa smugi koloru, drobne różnice grubości, niekiedy zatopione bąbelki powietrza. Kieliszki zdobią kwiatowe wzory i grawerowane sentencje – takie jak Amor Vincit Omnia, czyli miłość zwycięża wszystko. W maleńkim wnętrzu są również lampy zaprojektowane przez Jeremiego Nagrebeckiego, syna pani Marii. Wszystkie wymyślone tak, żeby nie tylko oświetlać wnętrze, ale żeby dało się też nimi bawić. Jedna z nich działa jak camera obscura – można włożyć do środka rękę i obejrzeć ją przez otaczający żarówkę blaszany abażur.

 

Dzięki swoim lampom projektant poznał żonę. „Zrobił interes życia – żartuje Katarzyna Nagrebecka. – Sprzedał mi lampę, a po kilku tygodniach już się do mnie wprowadził”. Jeremi skończył polonistykę, ale z ulicą Próżną postanowił związać się na dobre i złe. Jest nie tylko właścicielem galerii Velt, lecz także sąsiadującej z nią Cafe Próżna. „To drugie miejsce wyszło przypadkiem – wspomina. – Galerię otworzyłem w 2007 roku, a po jakimś czasie okazało się, że lokal obok też można wynająć. Bałem się, że powstanie tu sieciowy sklep spożywczy, albo że z pawilonów na Marszałkowskiej przeprowadzi się któryś z sex-shopów. Postanowiłem sam być swoim sąsiadem”.

 

Wspólny szabat przy długich stołach odbył się na placu Grzybowskim w czasie tegorocznego Festiwalu Warszawa Singera (fot. Kuba Głębicki)

 

W kawiarni można obejrzeć albumy ze zdjęciami przedwojennej Warszawy i poczytać gazetę przy muzyce klubowej proponowanej przez młodych barmanów. W karcie kuszą zupy przyrządzone według domowych przepisów Kasi oraz niezliczone sałatki. Wystrój wnętrza to efekt wielu wypraw na targi staroci. Właściciele kawiarni umeblowali ją przedwojennymi stołami i krzesłami. Dlaczego akurat Próżna? „Kiedy pojawiła się możliwość otworzenia galerii, na ulicy wszystko się zamykało. Na jednej z wystaw wisiał napis: Nieczynne z powodu śmierci właściciela. Chciałem ożywić ulicę, przyciągnąć na nią ludzi.


Bo jest tego warta”. Kamienica mieszcząca galerię i kawiarnię czeka na koniec ciągnącego się miesiącami remontu. Obok jest wejście na podwórko, które wciąż wygląda tak, jak cała Próżna kilka lat temu. Mogłoby zagrać Warszawę z 1945 czy 1946 roku. Odsłonięte cegły, pokrzywiony chodnik. Pachnie obiadem, przez otwarte okno dobiegają strzępy rozmów. To ostatnia przedwojenna kamienica, która ma jeszcze lokatorów, bo pozostałe domy po parzystej stronie ulicy są martwe. Po mikroskopijnych sklepach ze wszystkim, co się dało, zostały zatrzaśnięte drzwi i zasłonięte rdzewiejącymi kratami witryny.

 

Nie ma już sklepu żelaznego, który działał od końca wojny, nie ma spożywczaka – chyba ostatniego w Warszawie, w którym można było kupić jednorazowe naboje do syfonów. W latach 70. taki syfon musiał być w każdym domu. Zamieniał kranówkę w wodę z bąbelkami. Pod koniec lata ulicę szczelnie wypełnia tłum amatorów Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Na kilka dni Próżna staje się szlakiem wiodącym na koncerty, wystawy czy spotkania organizowane na Placu Grzybowskim lub na Twardej – między innymi w Teatrze Żydowskim oraz synagodze im. Zalmana i Rywki Małżonków Nożyków. To jedyna synagoga, jaka zachowała się w stolicy po wojnie.

 

Niemcy urządzili w niej stajnię. Cudem przetrwała powstanie warszawskie, choć cała okolica utonęła w gruzach. Festiwal Warszawa Singera jest doskonałą okazją, by odwiedzić synagogę. Zgodnie z wolą fundatorów modlą się w niej ortodoksyjni Żydzi. W przeciwieństwie do tradycyjnej praktyki kobiety nie muszą zajmować miejsc wyłącznie na balkonie lub za parawanem (by nie rozpraszać nikogo swoją obecnością), ale mogą zasiadać także obok mężczyzn. Z Próżnej jest tu zaledwie pięć minut marszu. Festiwal to również pretekst do powrotu w przeszłość.

 

Plac Grzybowski po czteroletniej gruntownej rewaloryzacji stał się przyjazną, powszechnie dostępną przestrzenią – miejscem zachęcającym do odpoczynku i spotkań (fot. Kuba Głębicki)

 

Tabliczki z grubej tektury z napisami „mydlarnia” czy „manufaktura” przypominają, że w nieczynnych lokalach działały kiedyś sklepy z drobiazgami; że była tu restauracja Icka Blumenfelda, a pod numerem 9 mieścił się Zarząd Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności. Do kilku miejsc zwykle chronionych kratą można teraz zajrzeć. W jednym z dawnych sklepów na dużym ekranie wyświetlany jest film o akcji sprzątania kirkutu; do innego na parę dni wprowadza się tradycyjna ciastkarnia; w bramie można zobaczyć, jak powstają podkowy.

 

Na ulicy rozstawiane są stragany z judaikami, ceramiką, szerokimi kolorowymi szalami, wyrobami z wełny i korali. Trochę jak na odpuście. Podczas festiwalu Próżna zamienia się w deptak. Jeremi Nagrebecki marzy, żeby tak było zawsze. Samochody i tak rzadko tędy przejeżdżają. Gdyby ulica została wyłączona z ruchu, upodobniłaby się do wypełnionych galeriami i kafejkami traktów w zabytkowych dzielnicach innych europejskich stolic. Za wypieszczonymi, świeżo otynkowanymi fasadami kamienic po południowej stronie już teraz kryją się biura, na parterze są bary.

 

Pierwszy krok do pełnej rewitalizacji został zrobiony: podczas niedawnego remontu nawierzchni odkryto przedwojenny bruk. Drobna granitowa kostka tworzy charakterystyczny wzór wachlarzy. Nowe chodniki ułożono wzdłuż starych krawężników, a latarnie zastąpiono stylowymi pastorałami warszawskimi; podobnymi do tych, które świeciły w śródmieściu przed wojną. Jak mogłaby wyglądać Próżna po oddaniu jej pieszym, można wyobrazić sobie, zatrzymując się przed kamienicą numer 7, gdzie latem pojawia się kilka stolików.

Polecane wideo

 

Zatrzaśnięta zwykle brama opuszczonej kamienicy na czas festiwalu otwiera swoje podwoje. Zamienia się w sklep z wycinankami, znaczkami, obrazami i w warsztat kowala (fot. Kuba Głębicki)

 

Rok temu otwarto pod tym adresem Mercato – włoskie bistro połączone z delikatesami. Tutejsze menu to kulinarna podróż przez Toskanię, Umbrię czy Lacjum, a przysmaki pochodzą od drobnych wytwórców. Wnętrze nawiązuje co prawda do charakteru okolicy – bo ściany przy wejściu są ceglane, a wystrój minimalistyczny – ale kojarzy się przede wszystkim z typowymi włoskimi sklepami z mięsem. Na tle białych kafli dojrzewają ogromne szynki. Wszystkie produkty – wędliny, makarony, sery i przetwory – wyszukuje w ojczyźnie mediolańczyk Franco Leone, od kilku lat mieszkający w Warszawie. Mercato prowadzi razem z Michałem Szadkowskim i Mateuszem Willmannem.

 

Niczym w rodzinnych trattoriach sami wymyślają potrawy, które proponują gościom. „Spotykamy się w każdą niedzielę, żeby wspólnie gotować – opowiadają. – Staramy się, by niemal codziennie było u nas coś nowego”. W bistro można kupić także koszerne jedzenie. „Nasze marmolady oraz większość przetworów Locanda La Posta mają certyfikat koszerności – mówi Michał. – Na tegoroczny Festiwal Singera po raz pierwszy przygotowaliśmy tradycyjne menu kuchni żydowskiej z Włoch.

 

Były karczochy po żydowsku albo cymes w interpretacji z Półwyspu Apenińskiego. Nie są to potrawy koszerne, ale ze względu na festiwal przeobraziliśmy się w Mercato Singera. Chcieliśmy w ten sposób uczcić i przywołać wspomnienia dawnej żydowskiej Warszawy”. Warto dodać, że kamienica, w której dziś króluje Mercato, przed wojną należała do rodziny Witolda Gombrowicza. Wynajmowano ją lokatorom. Ojciec pisarza był właścicielem fabryki papieru drzewnego, młyna w Bodzechowie i kopalni w Dołach Biskupich. Kiedy w 1917 roku został dyrektorem Zarządu Warszawskiego Zakładów Żelaznych Ostrowieckich, za pieniądze ze sprzedaży fabryki kupił dwie kamienice
– przy Wspólnej i właśnie przy Próżnej 7.

 

Zaraz po jego śmierci w 1934 roku rodzina Gombrowicza sprzedała ten drugi dom.
Restauracją w kamienicy pod numerem 9 rządzi biel. W Strefie białe są stoły, krzesła, kredensy, na biało pomalowano ceglane ściany i deski na podłodze. Trochę w stylu art déco, a trochę secesyjnie. Salę restauracyjną ozdabiają płaskorzeźby, zaś wnętrze bistro
jest nowoczesne i oszczędne. Strefa specjalizuje się w daniach z ryb oraz owoców morza. Szefem kuchni jest Jarosław Walczyk, który zdobywał doświadczenie, pracując na statkach pasażerskich. Natomiast właściciel Strefy Tadeusz Landa to legenda wśród
stołecznych restauratorów. Od 40 lat zajmuje się karmieniem mieszkańców Warszawy daniami z całego świata.

 

Parter kamienicy na rogu Próżnej i placu Grzybowskiego kryje ogromne wnętrze o wielu pomieszczeniach, które zmienią się kiedyś pewnie w restaurację albo luksusowy sklep. W festiwalowe dni działała tu tymczasowa kawiarenka (fot. Kuba Głębicki)

 

Prowadził między innymi restaurację z kuchnią brazylijską Churrasco do Landa,
także przy Próżnej. „To mój rewir – odpowiada na pytanie, co trzyma go na tej ulicy. – Wychowałem się stosunkowo niedaleko, bo na Elektoralnej. Latem ulica jest zawsze zacieniona, co pozwala odetchnąć. Ale najbardziej ujmuje mnie przedwojenny klimat okolicy i to, że jest ona tak mocno zakotwiczona w czasie”. Podczas wojny Próżna znalazła się w granicach żydowskiego getta. Zagładę wytyczonej przez Niemców dzielnicy przetrwała tutaj obustronna zabudowa (kamienice nr 7, 9, 12 i 14), co jest ewenementem.


W 1987 roku wszystkie cztery budynki wpisano do rejestru zabytków. Bolesne jest więc to, że w elewację domu pod numerem 14 powbijano niedawno kilkadziesiąt metalowych haków. Zawisła na nich siatka z wzorem w okna, imitująca zabytkową fasadę. Chodziło o to, by opuszczona rudera pasowała do drugiej strony ulicy. Poza tym w kamienicy nic się nie dzieje. Nie zabrano się za jej remontowanie. Siatka zastąpiła fotografie polskich Żydów pochodzące ze zbiorów Fundacji Shalom. W latach 2008-2014 portrety wisiały na elewacji i w oknach.

 

Te same zdjęcia można było oglądać na wystawie „I ciągle widzę ich twarze” – nie tylko w Warszawie, lecz także w 29 muzeach na całym świecie. W równie dobitny sposób
o przeszłości ulicy przypominała rzeźba „On” włoskiego artysty Maurizio Catellana ustawiona w bramie kamienicy numer 14 w 2012 roku. Przedstawiała klęczącego Adolfa Hitlera. Próżna stanowi enklawę w zalanym hałasem centrum. Warto tu przyjść w piątek niedługo przed zmrokiem. Ortodoksyjni Żydzi chodzą ulicą do synagogi, gdzie wraz z nadejściem zmierzchu zapłoną świece z okazji rozpoczęcia szabatu.

 

Kiedy pojawiają się na ulicy w swoich czarnych kapeluszach i długich płaszczach – obok żon z chustkami lub perukami na głowach – przywracają Próżnej dawny klimat. Przez chwilę miejsce, które tak błyskawicznie się zmienia, zatacza pętlę w czasie.

Galeria - 12 zdjęć

Najnowsze

  • 5 miejsc, do których warto wyjechać na jesienny urlop

    5 miejsc, do których warto wyjechać na jesienny urlop

    Większość Polaków wyjeżdża na urlop latem. Niestety, nie wszyscy mają taką możliwość i są zmuszeni planować odpoczynek jesienią. Urlop o tej porze roku ma jednak zalety jak chociażby niższe ceny. Dokąd jednak warto wybrać się jesienią na odpoczynek?

  • USA – poznaj wyjątkowe parki narodowe

    USA – poznaj wyjątkowe parki narodowe

    Parki narodowe w USA niewątpliwie stanowią jedną z głównych atrakcji turystycznych. Znajdziemy tam cuda natury, jak lodowce, jeziora, góry i prerie oraz dziko żyjące zwierzęta, między innymi niedźwiedzie i bizony.

  • Legendarna panierka z KFC. Zobacz jej historię!

    Legendarna panierka z KFC. Zobacz jej historię!

    Kentucky Fried Chicken, czyli kultowe KFC to sieć restauracji doskonale znana na całym świecie. Soczyste skrzydełka czy stripsy pokochaliśmy za ich soczystość i smak, ale przede wszystkim za… legendarną panierkę.