Przewodnik po transporcie Bangkoku SkyTrain to dwie linie (fot. iStock)
Tajlandia

Przewodnik po transporcie Bangkoku

10lutego2012

Na miasto, w którym mieszka 15 mln ludzi nie ma mocnych. Wszystkie taksówki, autobusy, metra, tuk tuki i łodzie nie są wstanie uporać się z tym tłumem - pisze Maciej Klimowicz, który już ponad rok mieszka w stolicy Tajlandii.

Na początek kurs waluty: 10 bahtów to 1 zł.

Taksówki

Są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów miejskiego krajobrazu Bangkoku. Są wszędzie, są kolorowe i są…najtańsze na świecie. Bez względu na to czy wsiadasz w taksówkę różową czy czerwoną, żółto zieloną czy niebieską – na start zapłacisz 35 Baht a potem 5 Baht za każdy kolejny kilometr.

To pozwala ujechać naprawdę spory dystans za niewielkie pieniądze. Aby podróżować taksówką po Bangkoku i nie nadwyrężyć sobie nerwów trzeba jednak pamiętać o kilku kwestiach.

Nie szukaj postojów, nie zamawiaj taksówek na telefon, łap je na ulicy. Stań przy krawężniku i w kawalkadzie samochodów szukaj pojazdu z czerwoną lampką za przednią szybą – to taksówka gotowa przyjąć pasażerów. Przywołaj ją do siebie – odwróć dłoń wierzchem do góry i zamachaj ku sobie palcami – gest odwrotny, z palcami wyciągniętymi ku górze może być odczytany jako obraźliwy.

Ale nawet jeśli machasz i skaczesz jak opętany nie zdziw się, gdy kilka wolnych taksówek minie cię obojętnie – bangkoccy taryfiarze są bardzo wybredni. Przekonasz się o tym raz jeszcze gdy nachylając się nad oknem pojazdu, którego kierowca zdecydował się zatrzymać będziesz tłumaczył gdzie chcesz jechać.

Nie zdziw się, gdy taryfiarz odmówi przyjęcia kursu. Drugą zaskakującą rzeczą jaką możesz od niego usłyszeć to cena za przejazd. Nie zgadzaj się na nią i wołaj „meter”. Wszystkie taksówki w Bangkoku wyposażone są w taksometr i to według jego wskazań ma odbywać się kurs.

Jeśli kierowca się nie zgadza, odejdź i szukaj innej taryfy. A siedząc już na tylnej kanapie samochodu jeszcze raz upewnij się, że kierowca włączył taksometr – usłyszysz charakterystyczny dźwięk a na wyświetlaczu pojawi się liczba 35. W przeciwnym wypadku jeszcze raz poproś o „meter” a w razie odmowy wysiądź bez wahania i szukaj kolejnej taksówki.

Ruszasz ale to nie niestety nie czas na relaks. Obserwuj drogę, zerkaj na kompas, mapę a w razie potrzeby grzecznie interweniuj. Sam musisz wyczuć na ile możesz zaufać kierowcy. To że jedzie on nie w tą stronę ,w którą powinien nie musi znaczyć, że próbuje cię oszukać.

Możliwe, że po prostu nie zna drogi – w końcu Bangkok to ogromne miasto a tutejsi taksówkarze nie zdają żadnych egzaminów z jego topografii. Możliwe też, że zna trasę lepiej niż ty i widzie cię skrótem. Ważne, abyś nie wdawał się w awantury (w Tajlandii to nie przystoi) i zachował zimną krew. W tym pomorze ci hulającą na pełnych obrotach klimatyzacja.

Tajowie nie znają w jej używaniu żadnego umiaru a wysiadka z wychłodzonej taksówki na rozgrzaną ulicę to najprostsza recepta na przeziębienie. Dlatego gdy czujesz, że marzną ci uszy a końcówka nosa przybiera purpurowy kolor, poproś kierowcę o przykręcanie klimy – najlepiej, żebyś zdążył z tą prośbą nim będziesz tak przemarznięty, że nie będziesz mógł gestykulować.

Przy okazji możesz poprosić o przyciszenie muzyki – nasze i tajskie gusta w tej i wielu innych kwestiach potrafią mocno się różnić. A skoro już wdałeś się w rozmowę z kierowca dlaczego nie nauczyć się paru słów po Tajsku? Zapamiętaj - „Leo Sai“ znaczy w lewo, „Leo qua“ – w prawo, „Tong pai“ prosto a „Jut“ – zatrzymaj się. Po każdym zwrocie dodaj grzecznościowe „Kap“ („Ha“ jeśli jesteś kobietą) a na pewno w miłej atmosferze dojedziesz do celu.

Aby dojechać tam nie tylko w miłej atmosferze ale też szybko zgódź się gdy kierowca zaproponuje jazdę płatną drogą szybkiego ruchu (toll way). Koszt przejazdu pokrywasz ty ale warto zapłacić tych 40-45 baht by uniknąć korka. Zwłaszcza jeśli Ci się spieszy. Choć prawdę mówiąc spieszyć Ci się nie powinno – jesteś przecież na wakacjach.

SkyTrain (BTS)

Jesteś w zakupowym centrum Bangkoku, gdzieś w okolicach Siam Square? Zadrzyj głowę do góry i poczuj się jak w „Łowcy androidów”, jak w „Piątym elemencie”. Ogromne betonowe bloki rzucające cień na chaos rozgrywający się kilkanaście metrów niżej to jednak nie filmowe dekoracje a trasa szybkiej kolei nadziemnej SkyTain w skrócie zwanej BTS.

SkyTrain ma dwie linie, trzydzieści stacji i wiele plusów. Po pierwsze – jest szybki. Dotarcie z jednego na drugi kraniec dłużej z dwóch linii zajmuje około 40 minut. Dotarcie ze stacji na stację trwa przeważnie nie więcej niż 2 minuty. Szybciej w tym mieście się nie da. Ta cecha BTS wynika zresztą z jego drugiej zalety – jest wysoko.

Wysoko nad korkami, nad rozgardiaszem ulicznego handlu, nad tłokiem. Czyste stacji pełne sklepików, stoisk z napojami i przekąskami są przeciwieństwem chaosu panującego na ulicach. No chyba, że podróżujemy w godzinach szczytu – wtedy nawet dostanie się do wagonu może być problematyczne.

Bez względu na porę dnia (i nocy – SkyTrain kursuje od 6:00 do 24:00) za bilet zapłacisz od 15 do 40 Baht zależnie od dystansu. Dostępne są też bilety całodzienne (120 Baht) oraz karty zniżkowe, na które można nabić kilkanaście lub kilkadziesiąt przejazdów (na przykład 15 jazd kosztuje 345 Baht czyli średni 23 Bahty za podróż).

Kupisz je w automatach na stacjach – niektóre przyjmują banknoty ale większość wciąż akceptuje tylko monety. Nie martw się, jeśli brakuje ci bilonu - bez problemu rumienisz grubszą kasę w jednym z okienek na stacji – ich jedynym celem jest właśnie rozmienianie grubych na drobne.

Co ciekawe nawet z najtańszym biletem można przejechać całą trasę – pod warunkiem, że nie opuścimy żadnej ze stacji. Wystarczy przejść przez bramki, pojeździć do woli po mieście obiema liniami po czym wrócić do punktu wyjścia i zejść na ulicę. Po co? Po to, żeby przez okno napatrzeć się na Bangkok – z wagonów rozciąga się wspaniały i w dodatku ruchomy widok na miasto.

Szkoda tylko, że podziwiając miejską panoramę nie możesz czegoś przekąsić lub wypić. Wszelka konsumpcja w wagonach i na stacjach, już za bramkami, jest zabroniona a strażnicy dość skutecznie egzekwują przestrzeganie tego zakazu.

Metro

Wzniosłeś się już nad ziemię, czas zejść do podziemi. Jeśli zastanawiałeś się co łączy Bangkok z Warszawą, już wiesz – jedna linia metra. Jednak w przeciwieństwie do kolejki warszawskiej ta w Bangkoku ma całkiem sporo stacji i w aż trzech miejscach przecina się z kolejką nadziemną co czyni ja całkiem efektywnym środkiem przemieszczania się po mieście.

Bilety na metro (w skrócie – MRT) kosztują tyle samo co na BTS lecz niestety oba systemy działają niezależnie i na oba pociągi musisz płacić osobno. W podziemiach wszystkie automaty przyjmują zarówno bilon jak i banknoty a uiściwszy opłatę zamiast magnetycznej karty otrzymasz plastikowy żeton, którym otworzysz bramkę strzegącą wejścia na peron. Nie zgub go – umożliwia on również wyjście ze stacji na ulicę.

Linia metra ciągnie się z południa miasta na jego daleką północ a pociąg zaczyna i kończy bieg przy głównym dworcu kolejowym Hualampong. Zanim jednak wejdziesz na peron metra musisz dostać się na stację a tych strzegą ochroniarze i bramki-detektory metalu.

Strażnicy wpuszczą cię do podziemi pod warunkiem, że pokażesz im zawartość swojego bagażu – nie przejmuj się, to jedynie formalność i odbywa się bez grzebania w twoich rzeczach. Ochroniarz poprosi cię o otwarcie torby, poświeci chwilę latarką i uprzejmym gestem zaprosi cię na schody ruchome wiozące pasażerów w dół.

Jeśli wsiadasz do metra na pierwszej lub ostatniej stacji strażnika napotkasz też przy wsiadaniu do wagonu. Nie wpuści cię on do środka zanim nie odbędzie się szybka inspekcja wagonów, trwa ona jednak tylko krótką chwilę.

Autobusy

To opcja dla miłośników przygód, którym bardziej niż na czasie zależy na pieniądzach. Autobusy w Bangkoku są komicznie tanie. Za przejazd pojazdem bez klimatyzacji zapłacisz 8 Baht, bilety na najdroższe nowoczesne klimatyzowane autobusy kosztują 18Baht. Nie szukaj biletów po kioskach, nie pytaj o nie kierowcy – wsiadaj i czekaj na bileterkę.

Poznasz ją po charakterystycznej metalowej puszcze w kształcie tuby i po dźwięku przez rzeczoną puszkę wydawanym. Nie musisz nawet stresować się pytaniami i stawkę za przejazd – po prostu wręcz bileterce 20-o bahtowy banknot i czekaj na resztą. Jeśli kasjerka o coś cię pyta najpewniej chce wiedzieć, dokąd jedziesz bo czasami to od tego zależy cena biletów.

No właśnie - dokąd jedziesz? Idę o zakład, że nie masz pojęcia. Czasami można odnieść wrażenie, że bangkockie autobusy jeżdżą gdzie chcą i jak chcą. Numery sięgają tysięcy (osobiście często jeżdżę autobusem 1009), tablice informacyjne są po tajsku, dorzuć do tego lewostronny ruch i ogólny rozgardiasz, a przygodę masz jak w banku.

W każdym 7Eleven dostaniesz mapę autobusową miasta (około 100B) jednak jej rozszyfrowanie wymaga sporej wprawy. Zresztą na tym przygody się nie kończą – wyzwaniem bywa samo wsiadanie i wysiadanie z autobusu. Kierowcy nadrabiają wieczne spóźnienia nie zatrzymując się na przystankach co kończy się wielokrotnie wsiadaniem i wysiadaniem z pojazdu w biegu.

Wciąż mało Ci emocji? Już kilka razy zdarzyło mi się jechać autobusem, który nie z tego ni z owego stanął w płomieniach, które kierowca jak gdyby nigdy nic gasił wodą z wiaderka. Cóż, jeśli chcesz podróżować wygodnie i bezpiecznie wybierz się na wycieczkę do Szwecji.

Tuk Tuk

Być w Bangkoku i nie przejechać się Tuk Tukiem to zbrodnia. Być w Bangkoku i jeździć Tuk Tukiem to głupota. Nie sposób temu tajskiemu klasykowi odmówić uroku – głośnie, kolorowe, rozbujane - stały się wręcz symbolem tego miasta. Przejażdżka Tuk Tukiem na pewno dostarczy ci wrażeń. Ciasne siedzenie, wiatr we włosach, smog w nosie, hałas w uszach – tego trzeba spróbować… a następnie przesiąść się na taksówkę.

Jesteś białym turystą z Zachodu a to czyni cię zwierzyną łowną. Myśliwymi zaś są kierowcy Tuk Tuków właśnie. Opcje są dwie – albo zostaniesz naciągnięty na zbyt drogi kurs, albo usłyszysz, że trafiłeś na super specjalną promocję z okazji takiego a takiego święta i w ten jeden wyjątkowy dzień w roku możesz jeździć Tuk Tukiem za darmo lub półdarmo.

Tak czy inaczej – jesteś robiony w bambuko. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że tę sama trasę, za którą kierowca motorikszy chce od ciebie 100B w taksówce (wygodnej, klimatyzowanej taksówce) zapłacisz 70B. Jeśli zaś przejazd jest za darmo to prawdopodobnie nie pojedziesz tam gdzie chcesz albo przynajmniej nie prosto tam gdzie chcesz.

Po drodze wpadniesz jeszcze do sklepu z dywanami, krawca i agencji turystycznej gdzie przetestowana zostanie twoja odporność na perswazję. Czy zatem warto? Jasne, że warto!

Chociaż raz, dla zasady i żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Jeśli zaś naprawdę jesteś w czepku urodzony a do nieplanowanego zakupu nie jest w stanie przekonać cię nawet najbardziej skuteczny wśród sprzedawców, może okazać się, że rzeczywiście objedziesz Tuk Tukiem kilka najważniejszych zabytków, płacąc za to grosze.

Mototaxi

Polecane wideo

Wszechobecni w Bangkoku faceci na skuterach w pomarańczowych kamizelkach to nie jakiś klub miłośników jednośladów – to Mototaksówkarze. Skorzystaj ich usług jeśli musisz szubko pokonać niewielki dystans i jeśli nade wszystko kochasz ryzyko.

Mototaksówkę możesz zatrzymać gestem takim samym jak w wypadku zwykłej taksówki lub poszukać postoju – przeważnie drewnianej wiaty na rogu dwóch ulic w cieniu której kryje się kilku panów w pomarańczowych kamizelkach. Tu nie ma taksometrów więc cenę za kurs na wszelki wypadek ustal z góry – za 1-2 km przejażdżkę zapłacisz jakieś 10-15 Baht.

Możesz też trafić na przystanek z wystawionym na widok publiczny cennikiem. Nie licz na to, że dostaniesz kask, nie licz nawet na żadne pozory bezpieczeństwa, wsiadaj za kierowcę, łap za uchwyt i módl się by cało i zdrowo dojechać do celu. Jednoślady rządzą się w Bangkoku swoimi prawami – nie do końca dotyczą ich przepisy ruchu drogowego, nie do końca dotyczą ich też prawa fizyki i logiki.

Jeżeli masz nerwy na tyle mocne by wytrzymać jazdę pod prąd, przeciskanie się między samochodami w korku, ignorowanie świateł drogowych itp. to mototaksówka to wybór dla Ciebie. Nie ma lepszego sposobu na dotarcie w głąb bocznej uliczki, do punktu zbyt odległego od stacji metra czy SkyTrain by dojść do niego piechotą.

Kanały

Wiele z dróg, którymi będziesz jeździł w Bangkoku było niegdyś kanałami. A potem przyszła industrializacja, kanały zalano betonem a łodzie zastąpiono samochodami i narodziło się pojęcie korka.

Ale nie wszędzie – są jeszcze w mieście miejsca gdzie dotrzeć można właśnie łodzią na kanale. Jedna z najbardziej dogodnych tras wiedzie od ścisłego centrum zakupowego, okolic Siam Square gdzie znajdują się największe centra handlowe i hotele w Bangkokudo rejonu Democracy Monument, Golden Mount i Banglamphu – bangkockiego starego miasta.

Aby złapać łódź musisz wybrać się na jedną z rozstawionych wzdłuż kanału przystań i poczekać. Nie minie kilka minut, a do brzegu przybije hałaśliwa, wrzecionowata łódź. Zerknij tylko, czy jedzie w obranym przez ciebie kierunku i wsiadaj bez zwłoki – łódź niemal się nie zatrzymuje wysadzając i przyjmując pasażerów w biegu.

Przy wsiadaniu musisz wykazać się pewną dozą sprawności fizycznej a już na pokładzie sporą odpornością na hałas. Niewygodny wynagrodzi Ci szybkość z jaką będziesz pokonywał kolejne dzielnice miasta oraz panujący na pokładzie klimat.

Ceratowe zasłony po bokach chronić cię mają (niestety nie zawsze skutecznie) przez rozbryzgami cuchnącej wody z kanałów, bileterzy z małpią zwinnością biegają po burtach i zbierają opłaty za bilety (przejażdżka kosztuje kilkanaście Baht) a na brzegach obserwować możesz tajskie życie sprzed lat – drewniane domki, dzieci pływające w brudnej wodzie, dorośli spędzający cała dnie na „nicnierobieniu” w cieniu palm. Nie licząc anten satelitarnych zdobiących walące się domostwa niewiele się tu przez lata zmieniło.

Rzeka

Zostajemy na wodzie – jednak z wąskiego kanału trafiamy na szeroką rzekę –jedną z najbardziej ruchliwych i pełnych życia rzek na świecie – Chao Phraya. Przecina ona Bangkok serpentyną i pozwala szybko dotrzeć z północy na południe miasta.

Co więcej, to nad jej brzegami znajdują się najważniejsze atrakcje turystyczne – w tym pałac królewski. Po rzece możesz przemieszczać się w kilku kierunkach i na kilka sposobów. Z brzegu na brzeg dostaniesz się promem, który za cenę 3 Baht przewiezie cię na przykład z Grand Palace do Wat Arun. Opcji na podróż wzdłuż jest więcej.

Możesz wsiąść na tzw. Express Boat, które różnią się między sobą kolorem flagi na maszcie – te z flagą pomarańczową zatrzymują się na największej liczbie przystanków. Za przejazd łodzią ekspresową zapłacisz kilkanaście Baht i dotrzesz do China Twon, w okolice Khao San Road i wiele innych istotnych punktów na turystycznej mapie miasta.

Ale twoje opcje na tym się nie kończą. Możesz też wybrać się na rejs łodzią wycieczkową – pytanie po co skoro pływa ona tą samą trasą co zwykła łódź publiczna pobierając za to wyższą opłatę. Rozsądną inwestycją może zaś okazać się bilet na tzw. Dinnner Cruise czyli kolację na łodzi. Zachód słońca nad rzeką, świetna tajska kuchnia, niezapomniana atmosfera – bezcenne.

Piechotą

Bangkok to fatalne miasto do spacerów, zwłaszcza jego centrum. Jeżeli trafisz na kawałek nie dziurawego chodnika to prawdopodobnie przejście będzie zablokowane przez stragany i uliczne garkuchnie.

To co na mapie wydaje się nieodległe w rzeczywistości jest daleko-daleko, a dotarcie do celu w panującym tu upale staje się prawdziwym wyzwaniem. Ale po mieście chodzić można, trzeba tylko stosować się do kilku zasad. Po pierwsze weź ze sobą butelkę wody i pij ile wlezie, po drugie raz na jakiś czas się zatrzymaj a najlepiej wejdź do jednego z tysiąca sklepików 7eleven i zaczerpnij czystego, klimatyzowanego powietrza.

Wreszcie – miej oczy dookoła głowy – w Bangkoku pieszy nigdy nie ma racji, nikt nie ustąpi ci pierwszeństwa nawet na przejściu dla pieszych. Dlatego na spacer najlepiej wybierz się w starszych dzielnicach miasta, gdzieś nad rzeką gdzie zabudowa jest niższa, ruch spokojniejszy a poziom hałasu na tyle niski, że można posłuchać ćwierkania ptaków i stukotu rzemieślniczych młotków wyrabiających żebracze miski dla mnichów.

Na przechadzki po centrum poczekaj jeszcze parę lat, do czasu gdy zrealizowany zostanie ogromny projekt pokrycia miasta siecią nadziemnych chodników.

Tekst: Maciej Klimowicz

O życiu w Tajlandii i Azji pisze na blogu www.skokwbokblog.com

Artykuł został przygotowany we współpracy z portalem Agoda.pl oferującym rezerwacje hoteli w Bangkoku i na całym świecie.

Galeria - 2 zdjęcia

Najnowsze

  • Hotel FORUM w Katowicach - czemu warto się tam udać?

    Hotel FORUM w Katowicach - czemu warto się tam udać?

    Hotel dysponując nowoczesnymi rozwiązaniami przeznaczonymi dla osób podróżujących biznesowo, jak i w celach turystyczno-wypoczynkowych!

  • Cztery wesela i… rozwód

    Cztery wesela i… rozwód

    W nowej odsłonie filmowej kampanii reklamowej Panorama Firm kolejny raz podkreśla znaczenie wyszukiwania lokalnego. Tym razem w kinie i w Internecie będzie można zobaczyć film pt. „Cztery wesela i… rozwód”. Życie pisze różne, czasem zaskakujące scenariusze, ale w razie potrzeby wszystkie firmy można znaleźć w wyszukiwarce lokalnej.

  • Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Najlepszy przyjaciel kobiety w podróży to...

    Mężczyźni nam wmawiają, że jeździmy gorzej i nie znamy się na autach. Istnieje wręcz przekonanie, że wszystko co związane z samochodem to męska rzecz. Dlaczego to mój mąż, partner, czy tata ma decydować „kto”, a właściwie „co” będzie zaspokajać moje potrzeby motoryzacyjne? Skoro umiem kupić nowe buty, to dlaczego miałabym nie poradzić sobie podczas zakupu auta? Swoje poszukiwania ideału motoryzacyjnego rozpoczynam od testu najnowszej wersji MINI Clubman.

Polecamy

  • Adrenalinowe ferraty: Iść po nich czy lepiej nie?

    Adrenalinowe ferraty: Iść po nich czy lepiej nie?

    Choć jeszcze dziesięć lat temu wszyscy tęsknili za wakacjami pod parasolem nad morzem, z nadejściem promowania aktywnego stylu życia, uwaga turystów skierowała się ku górom. Turystyka alpejska jest bardzo popularna, a ferraty lub zabezpieczone drogi to jedno z najbardziej adrenalinowych przeżyć wakacyjnych. Dlaczego ferraty są tak popularne i jak się bezpiecznie wspinać?