Bardzo tłusty wtorek Oryginalny strój, mocny makijaż, często maska skrywająca twarz – Mardi Gras jest okazją, by zadziwić i siebie, i innych (fot. neworleansonline.com)
Nowy Orlean

Bardzo tłusty wtorek

21marca2014

Ostatni dzień karnawału w Nowym Orleanie jest jak kolorowy kalejdoskop. Łączy to, co w kulturze amerykańskiej najbardziej trywialne oraz najbardziej wartościowe.

Polecane wideo

Tłum! Gwar! Ścisk! Na Bourbon Street nie da się zrobić dwóch kroków, by na kogoś nie wpaść, a ludzi wciąż przybywa. Główną ulicą Dzielnicy Francuskiej spacerują wszyscy, którzy do Nowego Orleanu przyjechali na Mardi Gras. Ramię przy ramieniu, śmiejąc się i śpiewając, często z butelkami piwa i głowami zadartymi do góry.

Na zawieszonych nad ulicą balkonach pełno pięknych kobiet. „Tits for beads!” – krzyczą do nich rozochoceni młodzieńcy. Jak banda sztubaków. Panie podnoszą na mgnienie oka koszulki, a oni rzucają w górę garście kolorowych koralików. Na szyjach wielu dziewczyn jest gęsto od błyszczących kuleczek. Głupie? To tylko zabawa. Powietrze drga od upału, dudni muzyka, alkohol krąży w żyłach, a do barów nie da się wetknąć szpilki.

Wieczorne harce na Bourbon Street to finał Mardi Gras, czyli Tłustego Wtorku. Zgiełkliwa kulminacja trwającego od kilku tygodni karnawału trwa jednak tylko do północy. Wraz z wybiciem dwunastej zaczyna się Środa Popielcowa (w tym roku z 4 na 5 marca). Tłum się rozchodzi, muzyka cichnie, zapchane przed sekundą knajpy wygaszają światła. Zabawa na Bourbon Street to dla wielu uczestników karnawału główny powód przyjazdu do największego miasta Luizjany.

Ale nie dla wszystkich. Ci, którzy cenią sobie lokalne tradycje, szaleństwo z Dzielnicy Francuskiej uważają za wypaczenie sięgającej połowy XIX wieku idei Mardi Gras. Dla nich najważniejsze są parady przygotowywane przez tak zwanych krewes – grupy znajomych, sąsiadów, stowarzyszeń, które już na wiele miesięcy wcześniej zaczynają budowę wielkich i bogato zdobionych platform.

Na kilkanaście dni przed końcem karnawału zaczynają się pierwsze przemarsze, jednak najwięcej platform pojawia się na ulicach właśnie w Tłusty Wtorek. Ruszają po południu, ich parady trwają kilka godzin. Obok krewes maszerują orkiestry, jest głośno, dixieland miesza się z techno, jazz z dubem. Wiele osób tańczy, kolorowe pióra wirują nad głowami, każdy próbuje złapać rzucane z platform korale, drewniane lub plastikowe monety czy zabawki.

„To jest prawdziwe święto miasta” – mówią mieszkańcy. Przychodzą często całymi rodzinami, z małymi dziećmi, babciami, dziadkami. Na Bourbon Street nigdy nie zajrzą. To nie miejsce dla nich. Ale oba te światy doskonale się uzupełniają. Bawi się cały Nowy Orlean. Jest ciepło, jest miło, jest Mardi Gras.


Najnowsze